sobota, 8 września 2018

9.

Hugo zatrzymuje się przed apartamentowcem, w którym Raven ma swoje mieszkanie na 5 piętrze. Wysiadamy i kierujemy się do wejścia. Pimentel bez problemu otwiera drzwi frontowe i kieruje się w stronę wind. Nim staję obok niego, wielka, przeszklona winda czeka już na nas. Gdy oboje już jesteśmy w środku, Hugo wciska przycisk z numerem 5 i ruszamy w górę. Chwilę potem kierujemy się już długim korytarzem aż do drzwi Ravena. Jest na nich napisane złotymi literami 'Scott' od jego prawdziwego nazwiska. Raven otwiera nam drzwi bez koszulki, przeczesując włosy.
- Chodźcie. - wpuszcza nas i zaklucza drzwi. - Sorry za bałagan, ale wczoraj była ostra impreza. Mamy nowy rodzaj upijania się bez alkoholu... - opowiada zbierając z podłogi plastikowe naczynia. - Czemu nie wpadliście?
- Ja byłem w szpitalu. Mały wypadek. - wskazuję na swoją nogę i opadam na sofę.
- Ja pracowałem. Wiesz, nie każdego utrzymują bogaci rodzice... - odpiera Hugo i zagląda do barku. - Pusto tu masz... - popycham drzwiczki, które zamykają się z hukiem. Widocznie to dość kiepskie meble.
- Ale mam coś lepszego. Zaraz Wam przygotuję. - ubiera czarną bluzkę i idzie do kuchni. Wyciąga trzy miski, sztućce i coś z lodówki. - Chyba możesz, Robbie? Nie masz leków, nie? - pyta się, wychylając się przez wyspę kuchenną.
- Nie biorę. I mam cholerną ochotę zapomnieć co się stało. Czeski nie żyje, Rena jest w areszcie i do tego jeszcze ten cały wypadek... Mam dość na ten tydzień. - odpowiadam i wyciągam telefon.
'3 nieodebrane połączenia od: mama'
No tak, miałem do niej zadzwonić kiedy wyjdę ze szpitala. Ma zamiar się mną opiekować, mimo iż tego nie potrzebuję.
'Hugo mnie odebrał ze szpitala. Jesteśmy u Ravena. Nie martw się. Dam sobie radę. O Renie pogadamy potem, okay?' wystukuję i klikam wyślij.
Blokuję telefon i chowam do kieszeni. Chwilę później przychodzi Raven z miseczkami.
- Z początku może wydawać się obrzydliwe, ale efekt jest niezły. - podaje każdemu z nas 'deser'.
Spoglądam na to przelotnie i nie jestem zbytnio przekonany. Wygląda jak jakaś papa, posypana czymś dziwnym i cukrem, z kawałkiem jabłka na górze. Wącham zawartość i kręcę nosem. Zapach też ma nie najlepszy.
Podnoszę wzrok na Ravena, który zajada się w najlepsze i Hugo, który zaczyna przyspieszać z każdą łyżeczką.
- Co jest Robbie? Czemu nie jesz? Przecież to nie jest żadna trucizna... To tylko mus z jabłek i drożdży, posypany pokruszonymi drożdżami i cukrem, z jabłkiem u góry do dekoracji. - wyjaśnia, a mi na samą myśl, że mam to zjeść jest niedobrze. - Może i obrzydliwe, ale pomyśl sobie o procesie fermentacji, który zachodzi między drożdżami i cukrem prostym z jabłek... W organizmie powstanie alkohol i będziesz czuł się jakbyś się napił. To taka tańsza opcja nachlania się aby zapomnieć. - dodaje.
Spoglądam niepewnie na trzymaną w ręce miseczkę i na Ravena, po czym ośmielam się to zjeść. Z początku się krzywię, ale po chwili smak przestaje mi przeszkadzać. Opróżniam zawartość naczynia do końca i odstawiam je na stół. Rozsiadam się wygodniej na kanapie i uśmiecham do chłopaków.
- A za ile będę się czuł jak pijany? - pytam, chociaż wiem, że to już się dzieje.
- U każdego jest inaczej... Ale nie zbyt długo. Przy takiej ilości... - oznajmia i zabiera naczynia do kuchni i wstawia do zmywarki. Wraca do nas i włącza telewizor. - Czas teraz na jakiś ostry film! - mówi z ekscytacją w głosie i przełącza pilotem zwykłą telewizję na internetową. - To co? Horror? Wiem, wiem, masz Renę, dlatego nie proponuję tego drugiego. - dodaje, znacząco poruszając brwiami.
- Nie no spoko. Chyba nawet zajęty facet może oglądać. - stwierdzam i zabieram mu pilota. - Ja coś wybiorę. 
Po przejrzeniu listy dostępnych filmów, włączam "Dziewczynę z tatuażem". Sporo przeklinania i seksu, ale raz, nie zawsze, nie?

1 komentarz:

  1. Raven - mój drugi fav fav po Czeskim *_*
    Pozdrawiam serdecznie i czekam co jutro...

    OdpowiedzUsuń