Hugo zatrzymuje się
przed apartamentowcem, w którym Raven ma swoje mieszkanie na 5 piętrze.
Wysiadamy i kierujemy się do wejścia. Pimentel bez problemu otwiera drzwi
frontowe i kieruje się w stronę wind. Nim staję obok niego, wielka, przeszklona
winda czeka już na nas. Gdy oboje już jesteśmy w środku, Hugo wciska przycisk z
numerem 5 i ruszamy w górę. Chwilę potem kierujemy się już długim korytarzem aż
do drzwi Ravena. Jest na nich napisane złotymi literami 'Scott' od jego prawdziwego nazwiska. Raven otwiera nam drzwi bez
koszulki, przeczesując włosy.
- Chodźcie. -
wpuszcza nas i zaklucza drzwi. - Sorry za bałagan, ale wczoraj była ostra
impreza. Mamy nowy rodzaj upijania się bez alkoholu... - opowiada zbierając z
podłogi plastikowe naczynia. - Czemu nie wpadliście?
- Ja byłem w szpitalu.
Mały wypadek. - wskazuję na swoją nogę i opadam na sofę.
- Ja pracowałem.
Wiesz, nie każdego utrzymują bogaci rodzice... - odpiera Hugo i zagląda do
barku. - Pusto tu masz... - popycham drzwiczki, które zamykają się z hukiem.
Widocznie to dość kiepskie meble.
- Ale mam coś
lepszego. Zaraz Wam przygotuję. - ubiera czarną bluzkę i idzie do kuchni.
Wyciąga trzy miski, sztućce i coś z lodówki. - Chyba możesz, Robbie? Nie masz
leków, nie? - pyta się, wychylając się przez wyspę kuchenną.
- Nie biorę. I mam cholerną
ochotę zapomnieć co się stało. Czeski nie żyje, Rena jest w areszcie i do tego
jeszcze ten cały wypadek... Mam dość na ten tydzień. - odpowiadam i wyciągam
telefon.
'3
nieodebrane połączenia od: mama'
No tak, miałem do
niej zadzwonić kiedy wyjdę ze szpitala. Ma zamiar się mną opiekować, mimo iż
tego nie potrzebuję.
'Hugo
mnie odebrał ze szpitala. Jesteśmy u Ravena. Nie martw się. Dam sobie radę. O
Renie pogadamy potem, okay?'
wystukuję i klikam wyślij.
Blokuję telefon i
chowam do kieszeni. Chwilę później przychodzi Raven z miseczkami.
- Z początku może
wydawać się obrzydliwe, ale efekt jest niezły. - podaje każdemu z nas 'deser'.
Spoglądam na to
przelotnie i nie jestem zbytnio przekonany. Wygląda jak jakaś papa, posypana
czymś dziwnym i cukrem, z kawałkiem jabłka na górze. Wącham zawartość i kręcę
nosem. Zapach też ma nie najlepszy.
Podnoszę wzrok na
Ravena, który zajada się w najlepsze i Hugo, który zaczyna przyspieszać z każdą
łyżeczką.
- Co jest Robbie?
Czemu nie jesz? Przecież to nie jest żadna trucizna... To tylko mus z jabłek i
drożdży, posypany pokruszonymi drożdżami i cukrem, z jabłkiem u góry do
dekoracji. - wyjaśnia, a mi na samą myśl, że mam to zjeść jest niedobrze. -
Może i obrzydliwe, ale pomyśl sobie o procesie fermentacji, który zachodzi
między drożdżami i cukrem prostym z jabłek... W organizmie powstanie alkohol i
będziesz czuł się jakbyś się napił. To taka tańsza opcja nachlania się aby
zapomnieć. - dodaje.
Spoglądam niepewnie
na trzymaną w ręce miseczkę i na Ravena, po czym ośmielam się to zjeść. Z
początku się krzywię, ale po chwili smak przestaje mi przeszkadzać. Opróżniam
zawartość naczynia do końca i odstawiam je na stół. Rozsiadam się wygodniej na
kanapie i uśmiecham do chłopaków.
- A za ile będę się
czuł jak pijany? - pytam, chociaż wiem, że to już się dzieje.
- U każdego jest
inaczej... Ale nie zbyt długo. Przy takiej ilości... - oznajmia i zabiera
naczynia do kuchni i wstawia do zmywarki. Wraca do nas i włącza telewizor. -
Czas teraz na jakiś ostry film! - mówi z ekscytacją w głosie i przełącza
pilotem zwykłą telewizję na internetową. - To co? Horror? Wiem, wiem, masz
Renę, dlatego nie proponuję tego drugiego. - dodaje, znacząco poruszając
brwiami.
- Nie no spoko. Chyba
nawet zajęty facet może oglądać. - stwierdzam i zabieram mu pilota. - Ja coś
wybiorę.
Po przejrzeniu listy
dostępnych filmów, włączam "Dziewczynę
z tatuażem". Sporo przeklinania i seksu, ale raz, nie zawsze, nie?
Raven - mój drugi fav fav po Czeskim *_*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam co jutro...