czwartek, 6 września 2018

7.

Zostawiam auto w garażu i wchodzę do domu. W salonie zastaję Ashtona, który siedzi na kanapie i chowa twarz w dłoniach. Gdy słyszy moje kroki, podnosi wzrok.
- Robbie, dobrze, że jesteś. - oznajmia i wskazuje na miejsce koło siebie.
Siadam obok niego i patrzę wyczekująco.
- Wiem, że nie wygląda to dobrze i pewnie myślisz, że Rena zdradza Cię ze mną, ale tak nie jest. Poprosiła abym przyjechał. W życiu nie spodziewałbym się co tu zastanę. Obcy, dość wysoki i dobrze zbudowany facet leżał zakrwawiony na podłodze, a obok niego nóż. Re siedziała na szafce wystraszona i szlochała. Przytuliłem ją mocno i spytałem co się stało. Wyznała mi, że przyszedł do niej i jej ubliżał, a gdy ona się mu postawiła i spoliczkowała, rzucił się na nią. Chciał ją zgwałcić, ale ona wbiła mu nóż w klatkę piersiową. Sąsiedzi zaniepokojeni hałasem wezwali policję, która niedługo później przyjechała i zabrała ją na komisariat. Odpowie za zabójstwo, Robbie! - potrząsa mną.
- To niemożliwe... Muszę się z nią zobaczyć! - zrywam się z miejsca, ale Ashton chwyta mnie za nadgarstek.
- Nie możesz, Robbie. Nikogo nie wpuszczają do niej. - mówi.
- Ale ja muszę. - odpieram i wyzwalam rękę z jego ścisku.
Ruszam do drzwi, a on za mną.
- Pojadę z Tobą. Też się o nią martwię. - rzuca i wychodzi ze mną.
Prowadzi mnie do swojego samochodu, widząc w jakim jestem stanie. Ruszamy powoli w kierunku komisariatu, gdy odzywa się znowu.
- Muszę powiedzieć Ci coś jeszcze... - milknie i bierze głęboki wdech. - Rena zabiła Erica. - wyznaje.
- Ee-Erica? - jestem zszokowany.
Moja dziewczyna zabiła mojego przyjaciela. To niemożliwe...
- No tak, tego fotografa. - odpowiada i gwałtownie hamuje. - Jak jeździsz idioto! - krzyczy i uderza w klakson.-Dupek. - burczy pod nosem i rusza dalej.
- Eric był moim przyjacielem... Nie mógł jej tego zrobić! A ona nie mogła go zabić! - oburzam się.
Eric i Rena może i niezbyt się lubili, ale nie do takiego stopnia. Czeski jeszcze namawiał mnie na ślub z nią, pomógł w wyborze pierścionka... Niemożliwe.
- Nie wiem czy mówiła prawdę, ale komu mam wierzyć? Tylko ona wie jak było, bo on nie żyje. - rzuca, niby od niechcenia. Pewnie ma już dość mojego gadania.
Nie odpowiadam już nic. W głowie słyszę tylko słowa "Rena zabiła Erica" i "On nie żyje". Zamykam oczy, próbując nie myśleć o tym wszystkim, ale przypomina mi się widok Czeskiego, kiedy próbował się zabić. Odganiam od siebie to wspomnienie i zaczynam wpatrywać się w mijane otoczenie za oknem. Czuję, że robi mi się gorąco. Nie mogę oddychać. Głowa bezwiednie opada na szybę. Ostatnim co słyszę nim nastaje zupełna ciemność jest przerażony głos Irwina.

Otwieram oczy i widzę biały sufit. Słyszę pikanie stojących obok maszyn.
- Dzień dobry panie Picker. - lekarz staje nade mną i zaczyna osłuchiwać. - Miał pan wypadek. Pana kolega jest w innej sali. Nie doznał poważnych urazów. - dodaje, a ja patrzę na niego zaskoczony.
- W-w-wypadek? - pytam niedowierzając. Ostatnie co pamiętam to moment kiedy Ashton powiedział mi o śmierci Erica.
- Tak wypadek. Kierowca z auta jadącego za Wami wezwał pomoc. Pana kolega podobno gwałtownie skręcił i uderzył w drzewo, a potem szybko wyciągnął nieprzytomnego pana z miejsca pasażera. Na szczęście wypadek nie był groźny i jedynie złamał pan nogę. - wyjaśnia.
Próbuję przypomnieć sobie tą sytuację, ale mam pustkę w pamięci. Na myśl przychodzi mi jednak Rena i to co się stało wcześniej.
- Doktorze, mogę się o coś spytać? - podnoszę się lekko na łóżku.
- Oczywiście, panie Picker, ale najpierw skończę badanie. - mówi i ogląda zagipsowaną nogę. Pewnie po to, aby sprawdzić czy nie puchnie pod.
Zapisuje coś w mojej karcie pacjenta i chowa długopis do kieszeni.
- Pana stan jest dobry. Za jakieś dwa, trzy dni wróci pan do domu, a na zdjęcie gipsu wstawi się pan za jakieś trzy tygodnie. - informuje mnie.
- Dlaczego nie mogę wyjść dziś? Moja dziewczyna mnie potrzebuje... - pochmurnieje, ale gdy widzę jego spojrzenie dodaję "W sumie trzy dni to nie najgorzej".
- To dobrze. O co chciał się pan pytać, panie Picker? - mówi, patrząc na zegarek.
- Przywieziono dziś młodego mężczyznę? - pytam, czym wprawiam go w zakłopotanie. Oczywiście, zapomniałem, że mają wiele pacjentów. - Martwego. - dodaję. - Eric Malczewski się nazywał.
- Nie mogę udzielić panu takiej informacji, chyba, że jest pan kimś z rodziny. - odpiera oschle. - A wygląda na to, że nie jest pan. Do widzenia. - wychodzi, zostawiając mnie samego. 
Ze złością opadam na poduszkę. Czy świat musi być aż taki zły?

1 komentarz:

  1. O nie!!! Mój ulubiony Eric! ;_;
    Czekam co dalej...
    Niech posadzą tę Renę na dożywocie!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń