wtorek, 4 września 2018

5.

*teraźniejszość*
Wychodzę ze studia z Czeskim. Jedziemy za miasto, aby porobić trochę zdjęć. Przydadzą się do EP i jej promocji.
- Oświadczyłeś się jej w końcu? - pyta, ustawiając sprzęt.
- Nie. - odpieram i przeczesuję włosy dłonią. Włączam Snapchata, aby wkleić tam coś. Pstrykam selfie z głupią miną.
- A powinieneś... Kochasz ją przecież, nie? - podnosi na mnie wzrok.
- No kocham, ale mam wątpliwości... Boję się, że będę takim potworem jak mój ojciec i ją skrzywdzę... - wyznaję z trudem.
- Oj Robbie, Robbie... Rena zna prawdę, ale dalej z Tobą jest. Czy to nie wystarcza? - wpatruje się we mnie.
Blokuję telefon i spuszczam wzrok na buty. Ma rację, to powinno wystarczyć.
- Wystarcza. - zaprzeczam. Staję przed obiektywem. - Zaczynajmy.

Po skończonej sesji odwożę kumpla do domu.
- Przemyśl jeszcze raz te zaręczyny. Nie masz na co czekać. - Czeski powraca do tematu.
- Okay, okay... - odburkuję. - W sumie to fakt. Czas ucieka. - dodaję po chwili.
- Rena jest w ciąży? - pyta, a ja tylko przytakuję. - To chyba dobra wiadomość, co?
- Sam już nie wiem... - wzdycham. - Im więcej o tym myślę, tym bardziej tak mi się wydaje... Pewnie uznasz mnie za totalnego świra, jeśli powiem, że wczoraj, w napadzie furii przez tę wiadomość, wyrwałem kran. - wyznaję i po chwili przypomina mi się, że dalej jest popsuty.
- Rzeczywiście, świr z Ciebie. - rzuca ze śmiechem.
- Dobra, jesteśmy. - zatrzymuję się przed jego domem i całe szczęście, bo mam go już dość.
- Dzięki za dziś. - wysiada i macha do mnie.
Ruszam dalej, rozkręcając radio na full.

Przekraczam próg domu. Do moich uszu docierają rozmowy. Widocznie Re zaprosiła, któregoś z chłopaków z zespołu.
- Dzięki, naprawdę. - słyszę jej śmiech.
- Nie ma za co. - odpowiada męski głos, zdecydowanie nie jednego z nich.
- Oj jest... Robbie to tylko do psucia się nadaje. - mówi rozbawiona.
Zakradam się po cichu i podsłuchuję dalej.
- To go zostaw. Przecież taki świr jak on nie zasługuje na Ciebie... - wyglądam zza ściany i widzę jak zaczesuje jej pasemko włosów za ucho, a następnie całuje, siedząca na szafce.
Zaciskam oczy, aby powstrzymać łzy. Zapewniała mnie, że mnie kocha i zawsze będzie ze mną, a teraz co? Zdradza mnie. Wycofuję się powoli, licząc, że Re odepchnie go, powie mu coś, ale tak się nie dzieje. Opuszczam dom i wsiadam do samochodu. Ruszam przed siebie, sam nie wiedząc gdzie.

Zatrzymuję się przed rodzinnym domem w Torrance. Waham się przez chwilę, aż w końcu wysiadam i podchodzę do drzwi. Biorę głęboki wdech i wchodzę do środka.
- Przyjechałem! - oznajmiam, krocząc w głąb.
- Robbie! - Stephanie biegnie w moją stronę i rzuca mi się na szyję.
- Stephi! Ile to czasu... - obejmuję siostrę.
- Całkiem duuuuużo... - przeciąga i kieruje się w stronę kanapy. - Siadaj brat! - klepie miejsce obok siebie.
Przysiadam się obok niej i uśmiecham.
- Rodzice są? - pytam, macając koralikową bransoletkę na ręce.
- Ojciec jest w pracy, a matka wyszła do sklepu. Przez jakąś godzinę będziemy sami. - opiera, a ja oddycham z ulgą. Boję się spotkania z ojcem, ale kiedyś będę musiał się z tym zmierzyć.
- To w sumie dobrze. Muszę się wygadać. - oznajmiam i rozsiadam się wygodniej.
- Chcesz coś do picia? - pyta Steph, wstając.
- Może herbatkę. Tą owocową co zawsze. - decyduję się.
- Okay. Zaraz wracam. - poprawia koka i idzie do kuchni.
Siedzę i rozglądam się po salonie. Zauważam Deliah.
- No chodź tu... Chodź... - wołam ją, aż podchodzi i wskakuje na kanapę.
Psina pakuje mi się na kolana i zaczyna wspinać po klatce, aby chwilę potem zacząć mnie lizać po twarzy. Nagrywam kilka Snapów, by zachować tą uroczą chwilę na dłużej. Stephanie wraca z herbatą i talerzem ciastek.
- Mów co się stało, Robbie. - zachęca mnie, siadając obok i chwytając za dłoń.
- Długo by mówić... - wzdycham i powracam myślami do ostatnich wydarzeń.
- Mamy czas. - uśmiecha się do mnie.
Biorę głęboki oddech i zaczynam opowiadać.
- Jakiś czas temu zacząłem miewać koszmary... Znów dręczy mnie przeszłość... Do tego wszystkiego Rena mnie zdradza, a jest w ciąży... Sam już nie wiem, czy na pewno ze mną... - mrugam oczami, aby się nie rozpłakać.
- To kiepsko... Ale powinieneś z nią porozmawiać. Może to nieporozumienie. Przecież tak bardzo Cię kocha... - próbuje mnie uspokoić. - A co do tych koszmarów... Może powinieneś znów odwiedzić psychiatrę? - proponuje.
- Psychiatrę? Ty też masz mnie za świra!? Najpierw ten kochanek Re, a teraz Ty!? - zrywam się z miejsca ze złością i wyrywam garść włosów.
- Uspokój się! - podnosi na mnie głos. - Chcę Ci pomóc. Nie jesteś świrem. Po prostu masz drobne problemy, Robbie. - wyjaśnia.
- Jasne... - odburkuję i robię kilka kroków w stronę okna. Wyglądam przez nie i zauważam jak od strony ulicy pod dom podjeżdża samochód ojca. - Steph, przepraszam. - rzucam, odwracając się twarzą do niej. Chcę jak najszybciej opuścić dom.
- Jest dobrze, Robbie. Po prostu masz trudny czas... - odpiera i bierze swój kubek do ręki. - Chodź, siadaj. Mama się pewnie ucieszy, że jesteś. - wskazuje na wolne miejsce obok siebie.
Siadam z powrotem na kanapie, nieco zaniepokojony, i także biorę swoją herbatę. Chwilę później otwierają się drzwi wejściowe. Zauważam rodziców razem.
- Mówiłem, żebyś poczekała aż wrócę... Tyle zakupów... Naprawdę, Patricia? - spogląda się na nią, idąc obładowany siatkami.
- Nie narzekaj Ken. - mówi, idąc tylko z torebką.
Zatrzymują się nagle w pół kroku.
- Robbie? - pyta zaskoczona matka.
- Robbie? - powtarza zaskoczony ojciec.
Odstawiam kubek na stolik i wstaję.
- Tak, to ja. Robbie we własnej osobie. - mówię, kierując się w ich stronę i rozkładając ramiona, aby ich objąć, co ledwo udaje mi się przez ten ogrom zakupów.
- Nie wierzę... Ile to czasu Cię nie było, synku? - zagaduje mama, podczas gdy tata odnosi zakupy.
- Dość sporo... Ale potrzebuję waszego towarzystwa. Tamto życie w LA mi się sypie... - odpowiadam z całą szczerością.
- To zostań tutaj... - sugeruje mama. - Ojciec odbył już leczenie i teraz wszystko jest inaczej, nie Steph?
- To fakt Robbie. Zostań. - siostra popiera rodzicielkę.
- Zostanę, ale tylko do jutra. Mam tam wiele do załatwienia. - zgadzam się.
- Dobre i to. Powinniśmy odbudować relacje. - stwierdza tata, stając w salonie. 
Uśmiecham się w sercu. Świat wcale nie jest taki zły.

1 komentarz:

  1. Ciekawe kto tam nawiedził Re...
    Czekam co będzie jutro.
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń