poniedziałek, 3 września 2018

4.

*teraźniejszość*
Następnego ranka budzę się przed Reną. Wpatruję się w nią przez chwilę, a następnie całuję w skroń i brzuch. Wstaję i zaczynam szykować się do pracy. Zostawiam Re śniadanie i karteczkę "Kocham Cię, Robbie" i wychodzę. Jadę do wytwórni.
- Robbie, dobrze, że już jesteś. - zaczepia mnie od wejścia producent. - Chcę porozmawiać o tym co się wydarzyło. - dodaje, idąc obok mnie.
- Sam dam radę, naprawdę. Pokażę wszystkim ile jestem w stanie sam osiągnąć. - odpieram i skręcam do windy.
- Rena była wczoraj u mnie. Długo z nią rozmawiałem. Przekonała mnie, że powinienem pozwolić Ci na bycie sobą. Przeanalizowałem specjalnie jeszcze raz twój tekst i wiesz co? Jest świetny. Przepraszam za wszystko, Robbie. Jeśli zmienisz zdanie, możesz na mnie liczyć. - kończy akurat gdy drzwi windy zamykają się.
- Dziękuję. - odpieram, chociaż wiem, że i tak tego nie słyszy.
Siadam w swoim studiu i wyciągam tekst do utworu, który odważyłem napisać się dopiero niedawno. Być może dlatego, że czułem się winny tego co się stało i tego, że tak mało czasu poświęcałem Ericowi z powodu muzyki, iż nie zauważyłem jego problemów. To było rok temu, chociaż mi wydaje się jakby to było wczoraj.

*rok temu*
Szykuję się do sesji pisania w studio. To mój pierwszy raz tak profesjonalnie.
- Masz pomysł, Robbie? - pyta Nate.
Saisa poznałem całkiem niedawno, gdy szukał kogoś do zespołu. Pomimo początkowych uprzedzeń, naprawdę go polubiłem. Teraz zupełnie nie przeszkadza mi to, że jest Żydem.
- Tak szczerze? - podnoszę wzrok na chłopaka. - Zupełnie nie. - dodaję.
- Cześć! - Taylor zjawia się w studio.
- Hej. - odpowiadam niemrawo.
Ubiegła noc totalnie mnie zniszczyła. Było gdzieś koło drugiej w nocy, gdy dostałem telefon od roztrzęsionej matki Czeskiego. Usłyszałem tylko "Eric chciał się zabić!" i "Przyjedź Robbie, proszę". Pojechałem tam i siedziałem do rana, patrząc na bladego przyjaciela, leżącego na szpitalnym łóżku. Nie docierało do mnie, co tak właściwie się wydarzyło. Czeski zawsze był radosnym chłopakiem, z wielkimi planami na przyszłość, a teraz leżał nieprzytomny po nieudanej próbie samobójczej. Przedawkował tabletki, które dodatkowo zapił alkoholem. Czeski mój najlepszy przyjaciel... Dobiło mnie to. Czułem się po części winny, bo zaniedbywałem go przez pracę z Lovesick Riot.
- Robbie... - Nate macha mi przed oczami.
- Cooo? - pytam zdezorientowany.
- Jedź odpocznij. Widzę w jakim jesteś stanie i, że nic dziś nie zrobimy. - oznajmia, a ja jak robot zabieram swoje rzeczy i wychodzę.

Wracam do domu i siadam w salonie. Wpatruję się tępo w zdjęcie na ścianie. Jestem na nim z Czeskim. Byliśmy wtedy razem w Misich Górach. Pojechaliśmy tam na tydzień, aby skorzystać z pogody i pojeździć na snowboardzie oraz wykonać trochę zdjęć. Kulę się na kanapie, narzucam na siebie kocyk i zaczynam płakać. Spieprzyłem sprawę. Zaniedbałem go. Ciągle praca, praca i praca. Gdy dzwonił, często nie miałem czasu. Teraz żałuję, bo być może nie będzie mi dane to naprawić.

*teraźniejszość*
Na samo wspomnienie tamtych dni robi mi się przykro. Obracam się na krześle i wybieram numer do Czeskiego. Pomimo iż rozmawialiśmy wczoraj, chcę znów się z nim spotkać. Wróciłem do pracy i nie chcę, aby to wszystko znów się powtórzyło.
- No siema Robbie! - odbiera i rzuca entuzjastycznie.
- Wpadnij do mnie do studia. Chcę Ci coś pokazać. - oznajmiam. - I coś ważnego przekazać. - dodaję po chwili.
- Spoko. Będę niebawem. - odpiera, a w jego głosie wyczuwam zmartwienie. - A będziesz miał ochotę na małą sesję zdjęciową? - pyta.
- Czemu nie. - zgadzam się, automatycznie patrząc co mam dziś na sobie. - To... Czekam. Do zobaczenia, Eric.
- Do zobaczenia, Robbie. - rozłącza się.
Odkładam na bok telefon i wracam do pracy nad nową piosenką. Zaczynam od skomponowania muzyki do tekstu. Coś czuję, że ten debiutancki utwór nie tylko będzie hitem, ale i wzbudzi głębokie uczucia w słuchaczach.

Pół godziny później Malczewski staje w progu mojego studio.
- Już jestem! - rzuca z uśmiechem i siada na kanapie pod ścianą. - Gotowy na sesję? - pokazuje na aparat.
- Chyba tak. Muszę się tylko uczesać. - odpowiadam i obracam się na krześle. - Pokażę Ci coś, okay? - spoglądam na niego.
- Okay. - odpiera i odkłada sprzęt na bok.
Klikam przycisk "▶", a z głośników zaczyna płynąć muzyka. Obserwuję uważnie Erica, który podczas słuchania zamyka oczy. Z wyrazu jego twarzy nie umiem nic wyczytać. Gdy zapada cisza, kumpel unosi powieki i kieruje swój wzrok na mnie, ale nie odzywa się ani słowem.
- Powiesz coś? - zagaduję. Dobija mnie jego milczenie.
- To o mnie, mam rację? - pyta, a w jego głosie wyczuwam pretensje do mnie.
- Tak, Eric. - potwierdzam. - A zmienia to coś?
- Wiesz... To... - szuka słów, wpatrując się w sufit. - Trochę nietypowe... - dodaje po chwili.
- Czyli co? Mam to zmienić? - wstaję i przeczesuję włosy.
- Nie! - protestuje, zrywając się z miejsca. - Robbie, po prostu jestem zaskoczony. Ta piosenka opowiada nie tylko o mnie, ale też o Tobie. - chwyta mnie za ręce. - Może i Ty tego nie widzisz, ale ja tak. Owszem, zabrakło Cię przy mnie wtedy, ale ja przy Tobie będę, jak dobry kumpel. - uśmiecha się do mnie.
- Dziękuję. - szeptam i obejmuję go. 
Czeski to po prostu idealny kumpel.

1 komentarz:

  1. Aż się spłakałam, no! A zaraz wychodzę...
    Super rozdział.
    Buziaki i do jutra :)

    OdpowiedzUsuń