*teraźniejszość*
Następnego ranka
budzę się przed Reną. Wpatruję się w nią przez chwilę, a następnie całuję w
skroń i brzuch. Wstaję i zaczynam szykować się do pracy. Zostawiam Re śniadanie
i karteczkę "Kocham Cię, Robbie" i wychodzę. Jadę do wytwórni.
- Robbie, dobrze, że
już jesteś. - zaczepia mnie od wejścia producent. - Chcę porozmawiać o tym co
się wydarzyło. - dodaje, idąc obok mnie.
- Sam dam radę,
naprawdę. Pokażę wszystkim ile jestem w stanie sam osiągnąć. - odpieram i
skręcam do windy.
- Rena była wczoraj u
mnie. Długo z nią rozmawiałem. Przekonała mnie, że powinienem pozwolić Ci na
bycie sobą. Przeanalizowałem specjalnie jeszcze raz twój tekst i wiesz co? Jest
świetny. Przepraszam za wszystko, Robbie. Jeśli zmienisz zdanie, możesz na mnie
liczyć. - kończy akurat gdy drzwi windy zamykają się.
- Dziękuję. -
odpieram, chociaż wiem, że i tak tego nie słyszy.
Siadam w swoim studiu
i wyciągam tekst do utworu, który odważyłem napisać się dopiero niedawno. Być
może dlatego, że czułem się winny tego co się stało i tego, że tak mało czasu
poświęcałem Ericowi z powodu muzyki, iż nie zauważyłem jego problemów. To było
rok temu, chociaż mi wydaje się jakby to było wczoraj.
*rok temu*
Szykuję się do sesji
pisania w studio. To mój pierwszy raz tak profesjonalnie.
- Masz pomysł,
Robbie? - pyta Nate.
Saisa poznałem
całkiem niedawno, gdy szukał kogoś do zespołu. Pomimo początkowych uprzedzeń,
naprawdę go polubiłem. Teraz zupełnie nie przeszkadza mi to, że jest Żydem.
- Tak szczerze? -
podnoszę wzrok na chłopaka. - Zupełnie nie. - dodaję.
- Cześć! - Taylor
zjawia się w studio.
- Hej. - odpowiadam
niemrawo.
Ubiegła noc totalnie
mnie zniszczyła. Było gdzieś koło drugiej w nocy, gdy dostałem telefon od
roztrzęsionej matki Czeskiego. Usłyszałem tylko "Eric chciał się zabić!" i "Przyjedź Robbie, proszę". Pojechałem tam i siedziałem do rana,
patrząc na bladego przyjaciela, leżącego na szpitalnym łóżku. Nie docierało do
mnie, co tak właściwie się wydarzyło. Czeski zawsze był radosnym chłopakiem, z
wielkimi planami na przyszłość, a teraz leżał nieprzytomny po nieudanej próbie
samobójczej. Przedawkował tabletki, które dodatkowo zapił alkoholem. Czeski mój
najlepszy przyjaciel... Dobiło mnie to. Czułem się po części winny, bo
zaniedbywałem go przez pracę z Lovesick Riot.
- Robbie... - Nate
macha mi przed oczami.
- Cooo? - pytam
zdezorientowany.
- Jedź odpocznij.
Widzę w jakim jesteś stanie i, że nic dziś nie zrobimy. - oznajmia, a ja jak
robot zabieram swoje rzeczy i wychodzę.
Wracam do domu i
siadam w salonie. Wpatruję się tępo w zdjęcie na ścianie. Jestem na nim z
Czeskim. Byliśmy wtedy razem w Misich Górach. Pojechaliśmy tam na tydzień, aby
skorzystać z pogody i pojeździć na snowboardzie oraz wykonać trochę zdjęć. Kulę
się na kanapie, narzucam na siebie kocyk i zaczynam płakać. Spieprzyłem sprawę.
Zaniedbałem go. Ciągle praca, praca i praca. Gdy dzwonił, często nie miałem
czasu. Teraz żałuję, bo być może nie będzie mi dane to naprawić.
*teraźniejszość*
Na samo wspomnienie
tamtych dni robi mi się przykro. Obracam się na krześle i wybieram numer do
Czeskiego. Pomimo iż rozmawialiśmy wczoraj, chcę znów się z nim spotkać.
Wróciłem do pracy i nie chcę, aby to wszystko znów się powtórzyło.
- No siema Robbie! -
odbiera i rzuca entuzjastycznie.
- Wpadnij do mnie do
studia. Chcę Ci coś pokazać. - oznajmiam. - I coś ważnego przekazać. - dodaję
po chwili.
- Spoko. Będę
niebawem. - odpiera, a w jego głosie wyczuwam zmartwienie. - A będziesz miał
ochotę na małą sesję zdjęciową? - pyta.
- Czemu nie. -
zgadzam się, automatycznie patrząc co mam dziś na sobie. - To... Czekam. Do
zobaczenia, Eric.
- Do zobaczenia,
Robbie. - rozłącza się.
Odkładam na bok
telefon i wracam do pracy nad nową piosenką. Zaczynam od skomponowania muzyki
do tekstu. Coś czuję, że ten debiutancki utwór nie tylko będzie hitem, ale i
wzbudzi głębokie uczucia w słuchaczach.
Pół godziny później
Malczewski staje w progu mojego studio.
- Już jestem! - rzuca
z uśmiechem i siada na kanapie pod ścianą. - Gotowy na sesję? - pokazuje na
aparat.
- Chyba tak. Muszę
się tylko uczesać. - odpowiadam i obracam się na krześle. - Pokażę Ci coś,
okay? - spoglądam na niego.
- Okay. - odpiera i
odkłada sprzęt na bok.
Klikam przycisk
"▶",
a z głośników zaczyna płynąć muzyka. Obserwuję uważnie Erica, który podczas
słuchania zamyka oczy. Z wyrazu jego twarzy nie umiem nic wyczytać. Gdy zapada cisza, kumpel
unosi powieki i kieruje swój wzrok na mnie, ale nie odzywa się ani słowem.
- Powiesz coś? -
zagaduję. Dobija mnie jego milczenie.
- To o mnie, mam
rację? - pyta, a w jego głosie wyczuwam pretensje do mnie.
- Tak, Eric. -
potwierdzam. - A zmienia to coś?
- Wiesz... To... -
szuka słów, wpatrując się w sufit. - Trochę nietypowe... - dodaje po chwili.
- Czyli co? Mam to
zmienić? - wstaję i przeczesuję włosy.
- Nie! - protestuje,
zrywając się z miejsca. - Robbie, po prostu jestem zaskoczony. Ta piosenka
opowiada nie tylko o mnie, ale też o Tobie. - chwyta mnie za ręce. - Może i Ty
tego nie widzisz, ale ja tak. Owszem, zabrakło Cię przy mnie wtedy, ale ja przy
Tobie będę, jak dobry kumpel. - uśmiecha się do mnie.
- Dziękuję. - szeptam
i obejmuję go.
Czeski to po prostu
idealny kumpel.
Aż się spłakałam, no! A zaraz wychodzę...
OdpowiedzUsuńSuper rozdział.
Buziaki i do jutra :)