*teraźniejszość*
Wychodzę ze studia z
Czeskim. Jedziemy za miasto, aby porobić trochę zdjęć. Przydadzą się do EP i
jej promocji.
- Oświadczyłeś się
jej w końcu? - pyta, ustawiając sprzęt.
- Nie. - odpieram i
przeczesuję włosy dłonią. Włączam Snapchata, aby wkleić tam coś. Pstrykam
selfie z głupią miną.
- A powinieneś...
Kochasz ją przecież, nie? - podnosi na mnie wzrok.
- No kocham, ale mam
wątpliwości... Boję się, że będę takim potworem jak mój ojciec i ją
skrzywdzę... - wyznaję z trudem.
- Oj Robbie, Robbie...
Rena zna prawdę, ale dalej z Tobą jest. Czy to nie wystarcza? - wpatruje się we
mnie.
Blokuję telefon i
spuszczam wzrok na buty. Ma rację, to powinno wystarczyć.
- Wystarcza. -
zaprzeczam. Staję przed obiektywem. - Zaczynajmy.
Po skończonej sesji
odwożę kumpla do domu.
- Przemyśl jeszcze
raz te zaręczyny. Nie masz na co czekać. - Czeski powraca do tematu.
- Okay, okay... -
odburkuję. - W sumie to fakt. Czas ucieka. - dodaję po chwili.
- Rena jest w ciąży?
- pyta, a ja tylko przytakuję. - To chyba dobra wiadomość, co?
- Sam już nie wiem...
- wzdycham. - Im więcej o tym myślę, tym bardziej tak mi się wydaje... Pewnie
uznasz mnie za totalnego świra, jeśli powiem, że wczoraj, w napadzie furii
przez tę wiadomość, wyrwałem kran. - wyznaję i po chwili przypomina mi się, że
dalej jest popsuty.
- Rzeczywiście, świr
z Ciebie. - rzuca ze śmiechem.
- Dobra, jesteśmy. -
zatrzymuję się przed jego domem i całe szczęście, bo mam go już dość.
- Dzięki za dziś. -
wysiada i macha do mnie.
Ruszam dalej,
rozkręcając radio na full.
Przekraczam próg
domu. Do moich uszu docierają rozmowy. Widocznie Re zaprosiła, któregoś z
chłopaków z zespołu.
- Dzięki, naprawdę. -
słyszę jej śmiech.
- Nie ma za co. -
odpowiada męski głos, zdecydowanie nie jednego z nich.
- Oj jest... Robbie
to tylko do psucia się nadaje. - mówi rozbawiona.
Zakradam się po cichu
i podsłuchuję dalej.
- To go zostaw.
Przecież taki świr jak on nie zasługuje na Ciebie... - wyglądam zza ściany i
widzę jak zaczesuje jej pasemko włosów za ucho, a następnie całuje, siedząca na
szafce.
Zaciskam oczy, aby
powstrzymać łzy. Zapewniała mnie, że mnie kocha i zawsze będzie ze mną, a teraz
co? Zdradza mnie. Wycofuję się powoli, licząc, że Re odepchnie go, powie mu
coś, ale tak się nie dzieje. Opuszczam dom i wsiadam do samochodu. Ruszam przed
siebie, sam nie wiedząc gdzie.
Zatrzymuję się przed
rodzinnym domem w Torrance. Waham się przez chwilę, aż w końcu wysiadam i
podchodzę do drzwi. Biorę głęboki wdech i wchodzę do środka.
- Przyjechałem! -
oznajmiam, krocząc w głąb.
- Robbie! - Stephanie
biegnie w moją stronę i rzuca mi się na szyję.
- Stephi! Ile to
czasu... - obejmuję siostrę.
- Całkiem duuuuużo...
- przeciąga i kieruje się w stronę kanapy. - Siadaj brat! - klepie miejsce obok
siebie.
Przysiadam się obok
niej i uśmiecham.
- Rodzice są? -
pytam, macając koralikową bransoletkę na ręce.
- Ojciec jest w
pracy, a matka wyszła do sklepu. Przez jakąś godzinę będziemy sami. - opiera, a
ja oddycham z ulgą. Boję się spotkania z ojcem, ale kiedyś będę musiał się z
tym zmierzyć.
- To w sumie dobrze.
Muszę się wygadać. - oznajmiam i rozsiadam się wygodniej.
- Chcesz coś do
picia? - pyta Steph, wstając.
- Może herbatkę. Tą
owocową co zawsze. - decyduję się.
- Okay. Zaraz wracam.
- poprawia koka i idzie do kuchni.
Siedzę i rozglądam
się po salonie. Zauważam Deliah.
- No chodź tu...
Chodź... - wołam ją, aż podchodzi i wskakuje na kanapę.
Psina pakuje mi się
na kolana i zaczyna wspinać po klatce, aby chwilę potem zacząć mnie lizać po
twarzy. Nagrywam kilka Snapów, by zachować tą uroczą chwilę na dłużej. Stephanie
wraca z herbatą i talerzem ciastek.
- Mów co się stało,
Robbie. - zachęca mnie, siadając obok i chwytając za dłoń.
- Długo by mówić... -
wzdycham i powracam myślami do ostatnich wydarzeń.
- Mamy czas. -
uśmiecha się do mnie.
Biorę głęboki oddech
i zaczynam opowiadać.
- Jakiś czas temu
zacząłem miewać koszmary... Znów dręczy mnie przeszłość... Do tego wszystkiego
Rena mnie zdradza, a jest w ciąży... Sam już nie wiem, czy na pewno ze mną... -
mrugam oczami, aby się nie rozpłakać.
- To kiepsko... Ale
powinieneś z nią porozmawiać. Może to nieporozumienie. Przecież tak bardzo Cię
kocha... - próbuje mnie uspokoić. - A co do tych koszmarów... Może powinieneś
znów odwiedzić psychiatrę? - proponuje.
- Psychiatrę? Ty też
masz mnie za świra!? Najpierw ten kochanek Re, a teraz Ty!? - zrywam się z
miejsca ze złością i wyrywam garść włosów.
- Uspokój się! -
podnosi na mnie głos. - Chcę Ci pomóc. Nie jesteś świrem. Po prostu masz drobne
problemy, Robbie. - wyjaśnia.
- Jasne... -
odburkuję i robię kilka kroków w stronę okna. Wyglądam przez nie i zauważam jak
od strony ulicy pod dom podjeżdża samochód ojca. - Steph, przepraszam. -
rzucam, odwracając się twarzą do niej. Chcę jak najszybciej opuścić dom.
- Jest dobrze,
Robbie. Po prostu masz trudny czas... - odpiera i bierze swój kubek do ręki. -
Chodź, siadaj. Mama się pewnie ucieszy, że jesteś. - wskazuje na wolne miejsce
obok siebie.
Siadam z powrotem na
kanapie, nieco zaniepokojony, i także biorę swoją herbatę. Chwilę później
otwierają się drzwi wejściowe. Zauważam rodziców razem.
- Mówiłem, żebyś
poczekała aż wrócę... Tyle zakupów... Naprawdę, Patricia? - spogląda się na
nią, idąc obładowany siatkami.
- Nie narzekaj Ken. -
mówi, idąc tylko z torebką.
Zatrzymują się nagle
w pół kroku.
- Robbie? - pyta zaskoczona
matka.
- Robbie? - powtarza
zaskoczony ojciec.
Odstawiam kubek na
stolik i wstaję.
- Tak, to ja. Robbie
we własnej osobie. - mówię, kierując się w ich stronę i rozkładając ramiona,
aby ich objąć, co ledwo udaje mi się przez ten ogrom zakupów.
- Nie wierzę... Ile
to czasu Cię nie było, synku? - zagaduje mama, podczas gdy tata odnosi zakupy.
- Dość sporo... Ale
potrzebuję waszego towarzystwa. Tamto życie w LA mi się sypie... - odpowiadam z
całą szczerością.
- To zostań tutaj...
- sugeruje mama. - Ojciec odbył już leczenie i teraz wszystko jest inaczej, nie
Steph?
- To fakt Robbie.
Zostań. - siostra popiera rodzicielkę.
- Zostanę, ale tylko do
jutra. Mam tam wiele do załatwienia. - zgadzam się.
- Dobre i to.
Powinniśmy odbudować relacje. - stwierdza tata, stając w salonie.
Uśmiecham się w
sercu. Świat wcale nie jest taki zły.
Ciekawe kto tam nawiedził Re...
OdpowiedzUsuńCzekam co będzie jutro.
Buziaki 😘