Jeśli jesteś wrażliwy, odpuść końcówkę rozdziału
Gdy film dobiega
końca, zauważam, że Hugo śpi. Raven wstaje z kanapy i idzie do kuchni.
- Chcesz coś zjeść? -
pyta, a ja kiwam głową na tak. - To samo? - dopytuje, a ja ponownie przytakuję.
Chwilę potem siedzimy
we dwoje w kuchni i zjadamy drożdże z jabłkami i cukrem.
- Wiesz o czym myślę?
Myślę o tym, jakby wyglądało moje życie, gdybym nie pojechał do Torrance i nie
zostawił Reny... Czy Eric jeszcze by żył? Czuję się cholernie winny tego. -
mówię i biorę kęs do buzi.
- Nie obwiniaj się,
Robbie. Nie mogłeś wiedzieć, że tak się stanie. - odpiera.
- Wiem, ale to nie
jest łatwe. Znaliśmy się od dzieciństwa. - kontynuuję. - Czeski zawsze był przy
mnie, gdy tego potrzebowałem. Dał mi dach nad głową, pomagał w pracy... Wiele
dla mnie zrobił i będzie mi go brakować...
- Masz mnie i masz
Hugo. Będziemy Cię wspierać, Robbie. - chwyta mnie za kolano. Czuję się z tym
nieswojo.
- Dzięki. - rzucam i
wstaję od stołu. Popierając się szafki, idę do zmywarki i wkładam do niej
miskę. - Obudzę Hugo. Jest późno i marzę tylko o tym, by iść spać. - dodaję,
zabieram swoje kule i ruszam do salonu.
- Przecież możesz
zostać tutaj. Rano Hugo Cię odwiezie, co Ty na to? - proponuje Raven, idąc za
mną.
- Dzięki, ale nie
chcę się narzucać. - odpowiadam, a on w tym momencie łapie mnie za rękę.
- Nie narzucasz się,
Robbie, kumplu. Zostań. - mówi, patrząc mi w oczy.
- Okay. Zostanę. - zgadzam
się, licząc, że przestanie na mnie patrzeć tym przeraźliwym spojrzeniem, ale on
dalej to robi.
- Chodź, nie będziesz
spał na kanapie z tą nogą. - rusza w stronę jednego z pokoi.
Szybkim ruchem
otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka.
- Dziękuję. - szeptam
i siadam na łóżku.
- Nie ma za co. Śpij
dobrze. - cmoka mnie w czoło i wychodzi.
Kładę się wygodnie na
poduszkach, a oczy same mi się zamykają, gdy nagle drzwi znów się otwierają.
- Pomyślałem sobie,
że może będziesz rano potrzebował czegoś do picia. - oznajmia Raven i stawia
szklankę z przeźroczystą cieczą na biurku. - Jakby co, będę w pokoju obok. -
dodaje i wychodzi.
Leżę przez chwilę w
ciszy, wpatrując się w szklankę. Gdy przez dłuższy czas moje powieki nie
opadają, a zmęczenie jakoś odchodzi, gramolę się w z łóżka i idę do Ravena.
Zastaję go stojącego zupełnie nago przy plakacie roznegliżowanej kobiety. Całe
szczęście tyłem do drzwi.
- Raven? - mówię, a
on podskakuje.
- Robbie? Myślałem,
że śpisz. Wystraszyłeś mnie. - mówi, odwracając się do mnie. Jedną ręką zakrywa
się w kroku, a drugą trzyma na wysokości serca. Do tego jeszcze ta teatralna
mina.
- Chciałem pogadać,
ale widzę, że przeszkadzam. To... To lepiej ja już pójdę. - stwierdzam i
chwytam za klamkę.
- Nie
przeszkadzasz... Właściwie... - milknie na chwilę i bierze głęboki wdech. -
Właściwie to mi się przydasz. - wyciąga ręce w moją stronę, odsłaniając teraz
już zupełnie wszystko.
- Niby do czego? -
pytam, osłaniając oczy dłonią.
- No... Powiedzmy, że
do czegoś nietypowego. Zgadzasz się? - zabiera dłoń z moich oczu.
- Eee... Okay? -
odpieram, niepewien, czy to dobra decyzja.
- W takim razie...
Najpierw się rozbierz. - mówi, a ja spoglądam na niego zaskoczony.
- Ale po co? -
dopytuję.
- Zaraz zobaczysz. -
odpowiada tajemniczo i rozpina pasek od moich spodni. - Nie bądź już taki
wstydliwy, Robbie. Ta weganka nie raz Ci pewnie obciągnęła, to co się kumpla
wstydzisz. - dodaje i ściąga mi spodnie.
- Nie 'ta weganka'
tylko Rena, to po pierwsze. Po drugie, to źle brzmi. I po trzecie, Rena jest moją
przyszłą żoną, kobietą, więc to co innego. - oburzam się i zatrzymuję jego
dłoń, sięgającą do moich bokserek. - Nie Raven. Nie zrobię tego. - odsuwam się
od niego.
- Tylko tak mówisz,
Robbie. Zaraz zmienisz zdanie. - przybliża się do mnie i wpija się w moje usta.
Czuję jak jego ciało
napiera na mnie. Dotykam plecami ściany.
- Raven, proszę nie!
- protestuję, ale on jest ode mnie silniejszy.
- Będzie fajnie,
zobaczysz. - rzuca i przyciąga mnie do siebie.
Nie podoba mi się to.
Domyślam się co
wydarzy się za chwilę.
- Chodź kochanie. -
mówi i pcha mnie na łóżko.
Opadam na miękki
materac, a Raven pochyla się nade mną. Widzę jego przebiegłe spojrzenie i
zadowolony uśmiech.
- Proszę, przestań...
- szeptam, ale Craft nic sobie z tego nie robi.
Przygniatając mnie
ciężarem ciała do łóżka, wyciąga z szafki stojącej obok kajdanki i przypina mi
ręce. Pewnie, żebym nie uciekł.
- To teraz się
zabawmy, Robertcie Jamesie Picker. - ponownie wpija się w moje usta.
Ten Raven to jakiś psychopata jest!
OdpowiedzUsuńNormalnie szok. Celowo zwabił Robbiego!
Pozdrawiam i czekam co jutro 😊