poniedziałek, 10 września 2018

11.

Cholerny ból nogi wyrywa mnie ze snu. Mrużąc oczy zerkam na zegarek na moim nadgarstku. Jest dopiero 5:30. Mimo bólu obracam się na bok z zamiarem przytulania się do Reny, lecz zamiast niej na poduszce obok napotykam umięśnione ciało Ravena. Zrywam się z łóżka z krzykiem. Obrazy minionego wieczoru przemykają mi przed oczami. Czuję, że robi mi się słabo, więc chwytam się stojącej obok szafki. Hugo wpada do sypialni Crafta.
- Wszystko okay? - pyta, próbując coś dostrzec w ciemności.
- Nic nie jest okay. Znajdź moje rzeczy i mi pomóż. Zabierz mnie stąd! - proszę, masując bolącą nogę.
Pimentel nie pyta się o nic więcej, tylko zaczyna zbierać moje rzeczy z podłogi. Zabiera mnie do toalety i pomaga się ubrać. Opuszczamy po cichu apartament Ravena. Hugo dopiero w aucie zaczyna dociekać co się wydarzyło.
- To głupio zabrzmi, Hugo. - odpieram i biorę głęboki wdech. - Jakby to powiedzieć... Raven mnie wykorzystał. - wyznaję.
- Co!? Jak!? - jest zaskoczony.
- Sam nie wiem jak. Chciałem z nim pogadać, a on zaczął się do mnie dobierać. Przypiął mnie do łóżka, zobacz. - wskazuję na otarcia na nadgarstkach. - To było takie okropne. Zmusił mnie, żebym... Żebym... - zająkuję się. - Żebym mu... Mu... Obciągnął. - z trudem wypowiadam ostatnie słowo. - A potem... - zaciskam powieki, aby się nie rozpłakać. Na samo wspomnienie znów zaczyna mnie boleć poniżej pasa.
- A potem Cię p**prz*ł. - Hugo kończy za mnie. - Naprawdę Ci współczuję, Robbie. Przepraszam, że Ci nie pomogłem, ale nawet Cię nie słyszałem. Nie wiem co było w tym deserze. - dodaje i posyła mi spojrzenie smutnego szczeniaka.
- Nie obwiniaj się Hugo... Może to nawet lepiej... Może Tobie też zrobiłby krzywdę, gdybyś się zjawił... Nie wiń się, Hugo. - uśmiecham się do niego i odwracam wzrok w drugą stronę. Obserwuję widoki za oknem, aby już nie wracać do tego okropnego epizodu w moim życiu.
- Chyba powinienem coś Ci wyznać... - głos Hugo przerywa panującą od kilku minut ciszę.
Spoglądam zaciekawiony w jego stronę.
- To coś związanego z Ravenem, tak? - pytam, poprawiając się na miejscu pasażera.
- Tak. Z Ravenem. - odpowiada i zatrzymuje samochód pod moim domem. - Nim wysiądziesz, chciałbym Ci przekazać, że nie jesteś w tym wszystkim sam, Robbie. Mnie kiedyś Raven też wykorzystał. Niewiele z tego pamiętam, bo wcześniej mnie upił... - wyznaje, a ja zaczynam analizować całą sytuację jeszcze raz.
Richard Wayne Scott obmyślił idealny schemat działania. Najpierw zaprasza kumpli do swojego apartamentu i ich upija, a potem wykorzystuje. Nigdy nie podejrzewałem, że jest zdolny do czegoś takiego. Zawsze uważałem go za 100% hetero mężczyznę, a nie zboczoną od normy wersję bi.
- Dziękuję, że mnie wspierasz i jesteś ze mną szczery. - kładę swoją dłoń na jego spoczywającą na desce rozdzielczej samochodu. - Do jutra, Hugo. Dzięki za podwózkę. - uśmiecham się lekko do niego i wysiadam.
Wchodzę do domu. Bez Reny to miejsce jest takie chłodne, aż nie chcę się tu przebywać. Oby Re szybko wróciła i zapełniła tą pustkę.

Cały dzień tracę na dojście do siebie po ostatnich wydarzeniach. Gdy kolejnego ranka wstaję, aby wyłączyć budzik, rzeczywistość znów mnie dobija, ale mimo to zaczynam szykować się do pracy. W studiu czeka na mnie EP do skończenia. Udaję się do tego wielkiego, przeszklonego budynku wytwórni i zamykam się w swoim studiu. Siedzę ze słuchawkami na uszach i odsłuchuję przygotowany do tej pory materiał, gdy nagle drzwi uchylają się. Chwilę potem przede mną staje Eric jak żywy. Zsuwam słuchawki i wpatruję się w niego zszokowany.
- Cześć Robbie. - mówi i podchodzi bliżej.
- Ty nie żyjesz! Nie żyjesz! - odsuwam się na krześle. - Nie żyjesz! - zsuwam się pod biurko i kulę się ze strachu.
- O czym Ty mówisz, Robbie. Wszystko dobrze? - pyta, spoglądając z góry na mnie.
- N-n-n-ie ż-ż-ży-żyjesz... - jąkam się i chowam twarz w dłonie. - N-n-n-nie ma C-c-c-cię t-t-t-u...
- Bredzisz. Może zawołam lekarza? - proponuje.
- N-n-nie le-e-e-ka-a-a-rza-a-a... - protestuję i zwijam się jeszcze bardziej. - T-t-ty-y-y n-n-n-i-i-e-e ż-ży-y-y-je-e-esz...
- Chyba jednak lekarz będzie potrzebny. - oznajmia i znika.
Gdy tylko słyszę dźwięk zamykanych drzwi, wyglądam lekko nad biurkiem. Nikogo nie ma. To tylko zwykłe przewidzenie. Erica tu nie było.
Biorę kilka głębokich wdechów i zrywam się z miejsca. Wybiegam na korytarz, gdzie wpadam prosto na doktora. Fvck. Zaczynam się mu wyrywać, ale wtedy zjawia się dwóch pielęgniarzy, którzy powalają mnie na ziemię i przytrzymują.
- Panie Picker, dostanie pan teraz zastrzyk. Zaśnie pan, a kiedy się obudzi będzie lepiej. - mówi, zakładając rękawiczki. 
Jeden z pielęgniarzy chwyta moją dłoń i podciąga do góry rękaw. Czuję jak lekarz wbija mi igłę. Chwilę później oczy same mi się zamykają i zasypiam.

1 komentarz:

  1. Ale akcje! A z tego Crafta straszny drań. I Eric był! - albo Robbiemu tylko się przewidziało...
    Buziaki i czekam co będzie jutro

    OdpowiedzUsuń