niedziela, 2 września 2018

3.

*teraźniejszość*
- To o czym rozmawialiście? - pyta Rena, siedząc na moich kolanach. Patrzy to na mnie, to na Czeskiego.
- O męskich sprawach. - odpiera Eric i mruga do mnie okiem.
- Ah... Jak zwykle? - wzdycha i przytula się jeszcze bardziej.
Naprawdę ją kocham. Jest dla mnie wszystkim.
- Jak było w pracy? - zagaduję.
- Nuuuudno... - przeciąga. - Myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej wrócić do Ciebie. - muska wargami mój policzek. - Uwielbiam ten twój tygodniowy zarost... - szepcze mi do ucha, a ja się cicho śmieję.
Czeski dyskretnie daje mi znać, że wychodzi.
- Pa Eric. - mówię, więc Re odwraca głowę i robi to samo.
Gdy zostajemy we swoje, Rena znów zaczyna mnie całować. Milimetr po milimetrze jej wargi dotykają mojej twarzy, aż w końcu całuje mnie w usta. Zarzuca mi ręce na szyję, a ja obejmuję ją mocnej w pasie.
- Robbie, muszę Ci coś powiedzieć. - odsuwa się ode mnie i patrzy mi prosto w oczy.
- Coś się stało, kochanie? - z troską dotykam dłonią jej twarzy.
- Wiem, że chcieliśmy jeszcze poczekać, że chcieliśmy dopiero po ślubie i w ogóle, ale wiesz jak czasami nasze starania zawodzą... I chociaż nie planowaliśmy, jestem szczęśliwa z tego faktu. - mówi, a ja patrzę na nią nieco zdezorientowany.
- Czy Ty chcesz mi powiedzieć, że będziemy mieli dziecko? - kładę dłonie na jej brzuchu.
- Tak, Robbie. Będziemy rodzicami. W sumie... - kładzie swoje ręce na moich. - To już jesteśmy. Czujesz to? Bo ja tak. Od kiedy tylko dzisiaj rano zrobiłam test, pokochałam to maleństwo. A Ty, Robbie? Kochasz już je? - wlepia we mnie wzrok.
- Ja... Przepraszam Rena. - ściągam ją z kolan i wstaję.
Odpieram się rękoma o blat kuchenny i biorę kilka głębokich wdechów. Nie wiem czy dam radę. Nie wiem czy po tym wszystkim co wydarzyło się w mojej przeszłości nie wpłynie na moją przyszłość. Nie chcę ich skrzywdzić. Zamykam oczy i wracam wspomnieniami do tamtych dni.

*1993 - narrator*
- Zamknij się wreszcie! - krzyczy ojciec i uderza Robbiego, w efekcie czego zaczyna płakać jeszcze głośniej. - Czemu się urodziłeś!? Czemu się Ciebie nie pozbyliśmy!? Już ze Stephanie mamy dość problemów!
Mały patrzy na niego dużymi oczami i milknie. Boi się. W końcu jako trzy tygodniowe dziecko nie umie nic więcej. Nie może się bronić.
- Zostaw go! - mama wchodzi do pokoju i bierze go w ramiona. - Już dobrze... Nie płacz, Robbie... - kołysze go.

*teraźniejszość*
Gdy miałem trzy tygodnie otarłem się o śmierć. Wszystkiego dowiedziałem się niedawno, gdy przeglądałem swoją dokumentację medyczną, potrzebną do tego, abym mógł wyjechać w trasę. Teraz mogę o niej zapomnieć. A poza tym, boję się, że nie będę dobrym ojcem, że będę taki sam jak był mój wobec mnie. Naprawdę liczyłem, że Re zadba o to, abyśmy nie wpadli albo zaczeka do ślubu. Chciałem poddać się zabiegowi wazektomii i udawać, że to genetycznie niemożliwe. Teraz jednak mały Picker pojawi się w moim życiu i nie zmienię tego.

- Robbie, przepraszam. - szepcze Rena przytulając się do moich pleców. - Nie złość się już, kochanie...
- Nie złość się już, kochanie... - parodiuję ją. - Nic nie rozumiesz, Re! - krzyczę i w furii wyrywam kran nad zlewem, aż woda zaczyna tryskać i zachlapywać całą kuchnię.
- Jak nie rozumiem!? Powiedziałeś mi wszystko co się wydarzyło kiedyś. Wiem, że nie jest Ci łatwo, bo nie miałeś dobrego przykładu ojca w rodzinie. Ale daj nam szansę! - podnosi na mnie głos.
Odwracam się i dostrzegam w jej oczach łzy. Nie chciałem być dla niej jak mój ojciec dla mojej matki, ale taki się staje.
- Przepraszam Rena. Może odejdziesz ode mnie i znajdziesz kogoś, kto nada się lepiej do roli ojca! - odsuwam się od niej, siadam przy stole i chowam twarz w dłonie.
- Nie obchodzi mnie co było kiedyś. Jesteś zupełnie inny niż twój ojciec. Wiem to, dlatego tu jestem i mówię Ci o tym. - siada na wprost mnie, chwyta za ręce i całuje w nie. Każdą kostkę po kolei. Całuje też tatuaż na mojej dłoni.
Milczymy.
Ta cisza jest dobijająca.
Re podnosi na mnie wzrok. Jest pełen miłości.
Zbliża się do mnie i wpija w moje usta.
Odpuszczam.
Być może naprawdę ma rację.
Być może rzeczywiście jestem inny.
Pewne jest tylko jedno - kocham ją i maleństwo.
- Rena, kocham Was. - wyznaję i zaczynam ją całować.
Całować z miłością i czułością.
Klękam przed nią, obejmuję w pasie i kładę głowę na jej kolanach. Gładzi moje włosy. Słyszę jak szepcze, że też mnie kocha. Trwamy tak przez dłuższy moment, aż nagle naszą uroczą chwilę przerywa odgłos burczenia w brzuchu.
- Chyba mały Picker jest głodny. - rzuca ze śmiechem. 
Zdecydowanie jest głodny. Wstaję, szybko zakręcam wodę i wycieram podłogę. Kończę przygotowywać wegańską sałatkę i podaję do stołu. Chyba wszystko jakoś się ułoży.

1 komentarz:

  1. O jaka słodka scena 😍
    Robbie w sumie ma rację, że się obawia... Ale myślę, że przy wsparciu Czeskiego się ogarnie ;)
    Buziaki i do jutra

    OdpowiedzUsuń