sobota, 1 września 2018

2.

*5 lat temu*
- Mam tego dość! Wyprowadzam się! - trzaskam drzwiami.
Dopadam do szafy, wyciągam spod niej walizkę, do której zaczynam wrzucać wszystkie swoje rzeczy. Nie wytrzymuję już tego. Od dobrych kilku lat muszę znosić wszystkie napady agresji ojca, który tłumaczy się chorobą psychiczną. Gdyby rzeczywiście tak było to by się leczył, a nie! Obojętnie co się stanie, zawsze to moja wina. Stephanie dostanie złą ocenę w szkole - wina Robbiego, bo... Mama przypali obiad - wina Robbiego, bo... Po prostu to wszystko mnie przerasta. Ile młodych ludzi w moim wieku ma aż tak źle w życiu? Chyba niewiele, bo nikt nie rozumie.

- Robbie? - zaskoczony Eric otwiera mi drzwi. - Co tu robisz? Z walizką?
- Nie daję już rady, Czeski. - wpycham się mu do domu. - Mogę tu zostać na trochę? Muszę zarobić, żeby mieć możliwość wyprowadzki. - proszę.
- Wiesz, Robbie... Jesteś moim przyjacielem... - przeciąga. - ...I jeszcze się pytasz? Pewnie, że możesz zostać. - obejmuje mnie ramieniem. - Ile potrzebujesz... I niczym się nie martw, kumplu.
- Dzięki. - uśmiecham się lekko.

*teraźniejszość*
Re poszła do pracy, więc ja szykuję coś wegańskiego na obiad.
- Cześć Robbie! - Czeski wpada do mojego mieszkania.
- O hej Eric. - uśmiecham się do niego i wrzucam pokrojone pomidory do miski na sałatkę.
- Jak się trzymasz? - pyta, siadając przy stole.
- Dobrze. Chyba w końcu wszystko zaczyna się układać. - odpieram i zaczynam kroić ogórka, gdy nagle przez przypadek ostrze noża przecina mi palec. - Chyba. - powtarzam i opłukuję dłoń pod strumieniem zimnej wody.
- Właśnie widzę. Coś zamyślony jesteś... Co się stało? - dopytuje, wyciągając z szuflady apteczkę.
- Znów to wraca. Nie mogę spać. - wyjaśniam i biorę od niego plaster. Zaklejam ranę i wracam do krojenia składników na ulubioną sałatkę Reny.
- Naprawdę? To okropne... Dobrze, że masz Re przy sobie, to jakoś to jest. - wzdycha. - A teraz tak zmieniając temat, jak tam z Re?
- Dobrze. Planujemy wziąć ślub. Kończy się jej umowa z Modestem to w końcu będziemy mogli to zrobić. Bardzo ją kocham i chcę aby była ze mną już na zawsze. - odpieram. - I coś Ci zaraz pokażę. - wycieram ręce o ręcznik leżący na blacie i idę na chwilę do sypialni.
Wyciągam z szuflady szafki nocnej małe czarne zamszowe pudełeczko i wracam do Czeskiego.
- Teraz szczerze. Myślisz, że się jej spodoba? - pytam, pokazując mu złoty pierścionek z diamentem.
- Wiesz... Nie chcę Cię martwić, ale wiesz jaka Re jest bogata... Może pogardzić takim tanim. - oznajmia z powagą.
Spoglądam jeszcze raz na pierścionek i zamykam pudełko. Może i ma rację.
W każdym razie to zabolało. Długo na niego zbierałem, bo dopiero zaczynam pracę w wytwórni. Jeszcze nie zdążyłem nic wydać, a wszyscy oczekują od mnie niewiadomo czego. Siadam smutny na miejsce po drugiej stronie stołu i spoglądam na Erica.
- Sorry Robbie. Nie chciałem Cię smucić, ale uświadomić. - rzuca po chwili ciszy. - Chociaż, Rena taka nie jest. - dodaje szybko. - Jeśli naprawdę Cię kocha to zgodzi się nawet jeśli oświadczysz się bez pierścionka.
- Mam nadzieję. - odburkuję i chowam szybko pudełko do kieszeni, bo słyszę dźwięk otwieranych drzwi.
- Już jestem, kochanie! - woła Re od wejścia. Chwilę potem jest już w kuchni. - Tęskniłam... - czule całuje mnie w usta. - O, cześć Eric. - uśmiecha się do chłopaka i siada do mnie na kolana, przytulając się mocno. 
- To o czym rozmawialiście?

1 komentarz:

  1. Mój ulubiony Czeski! 😊 To najfajniejszy gość na świecie - tak mi się przynajmniej wydaje po rozdziale i zwiastunie. Zawsze mówi co myśli.
    Buziaki i do jutra

    OdpowiedzUsuń