*teraźniejszość - 2 tygodnie
później*
W końcu odzyskałem
swoje rzeczy, co oznacza koniec szpitalnej piżamy i zbliżający się moment
opuszczenia przeze mnie psychiatryka.
Kroczę pewnie do sali
spotkań, gdzie doktor Hugo czeka na mnie z nowym członkiem mojej terapii.
Delikatnie otwieram drzwi i zauważam Erica. Pobiegam do przyjaciela i rzucam
się mu na szyję.
- Ty żyjesz! -
krzyczę i ściskam go z całych sił.
- Dobrze Cię widzieć,
Robbie. - mówi i odwzajemnia uścisk.
Przytulamy się tak
przez dłuższy moment, nim nie przerywa nam Hugo.
- Okay, Robbie.
Opowiedz Ericowi co działo się w twojej psychice, a on opowie Ci co się wtedy
stało rzeczywiście. Później zostawię Was samych, abyście mogli porozmawiać.
- Dobra. - rzucam i
siadam z Ericiem przy stoliku naprzeciw siebie. Zaczynam mu opowiadać wszystko
od samego początku.
Kolejnego dnia
nadchodzi trudniejszy dzień. Dziś Hugo zbiera mnie w ramach terapii poza
ośrodek. Jedziemy kawałek samochodem, aż ostatecznie zatrzymujemy się pod
starą, sypiącą się nieco kamienicą. Kierujemy się klatką schodową na trzecie,
najwyższe piętro, mijając popisane ściany i wulgarne graffiti. Zatrzymujemy się
przed obitymi drzwiami, na których ktoś złotą farbą napisał 'Scott' i niżej
czarną 'pedał i zboczeniec'. Przed oczyma pojawiają mi się moje nieprawdziwe
wspomnienia o tym, co się wydarzyło między mną a Ravenem. Zaczynam się cofać,
aż wpadam na ścianę.
- Wszystko dobrze,
Robbie? - pyta Hugo, patrząc mi prosto w oczy.
- T-t-te-e-en
na-na-napis... - wskazuję na drzwi Ravena. - Źle mi się kojarzy. - dodaję i
próbuję się przesunąć w bok, ale Pimentel mnie zatrzymuje.
- Spokojnie. Tu cała
kamienica jest wulgarna i zakłamana. Richard Wayne nie zrobi Ci krzywdy. -
chwyta mnie za rękę i prowadzi do drzwi.
Puka i czeka aż Craft
otworzy. Raven otwiera nam drzwi bez koszulki, przeczesując włosy.
- Chodźcie. -
wpuszcza nas i zaklucza drzwi. - Sorry za bałagan, ale wczoraj była ostra
impreza. Mamy nowy rodzaj upijania się bez alkoholu... - opowiada zbierając z
podłogi plastikowe naczynia, a ja orientuje się, że wszystko zaczyna się tak
samo jak mi się wydawało. Tylko, że teraz serio to się dzieje.
- Zaraz Wam
przygotuję to magiczne coś. - ubiera czarną bluzkę i idzie do kuchni. Wyciąga
trzy miski, sztućce i coś z lodówki. - Chyba możesz, Robbie? - pyta się,
wychylając się przez wyspę kuchenną.
- Nie, Robbie nie
może, bo bierze leki. - odpiera Hugo, a ja spoglądam na niego wdzięczny. - Ja
też nie spróbuję. Jestem w pracy, a poza tym prowadzę. - dodaje.
Raven zrezygnowany
chowa przeznaczone dla nas naczynia i przygotowuje tylko porcję dla siebie.
Chwilę później
przychodzi i siada z nami.
- Z początku wydawało
mi się obrzydliwe, ale efekt jest niezły. - zaczyna jeść 'deser'.
Spoglądam na
zawartość jego miseczki przelotnie i nie jestem zbytnio przekonany czy to w
ogóle jadalne. Wygląda jak jakaś papa, posypana czymś dziwnym i cukrem, z kawałkiem
jabłka na górze. Raven zauważając moją minę postanawia się odezwać.
- To tylko mus z
jabłek i drożdży, posypany pokruszonymi drożdżami i cukrem, z jabłkiem u góry
do dekoracji. - wyjaśnia, a ja analizuję każde jego słowo. Mówi dokładnie to
samo co 'wtedy'. - Może i obrzydliwe, ale pomyśl sobie o procesie fermentacji,
który zachodzi między drożdżami i cukrem prostym z jabłek... W organizmie
powstanie alkohol i będziesz czuł się jakbyś się napił. To taka tańsza opcja
nachlania się... - dodaje.
- Okay, zrozumieliśmy.
- przerywa mu Hugo. - Przywiozłem tu Robbiego w ramach terapii. Pewnie nawet o
tym, że twój kumpel się leczy w psychiatryku, nie wiesz? - patrzy na niego, a w
jego głosie słychać pretensje. - Pomyśl sobie, jak źle z nim było, że w jego
'innej rzeczywistości' byłeś potworem! - potrząsa chłopakiem.
- Wyluzuj Hugo. Od
kiedy masz tytuł, to nawet nie da się z tobą p**prz*ć! - odpiera Rav i wstaje z
kanapy. - Wynoście się obaj albo pożałujecie! - krzyczy.
Widzę złość w jego
oczach, więc zaczynam iść powoli w kierunku wyjścia.
- Wiedziałem, że to
był zły pomysł przychodzić tutaj. Domyślałem się, że znów zachowasz się jak
dupek! - wygarnia Hugo Craftowi.
- Przestań się
rzucać, Pimentel albo twojemu nowemu kochasiowi stanie się krzywda. - mówi,
chwytając mnie od tyłu, tak, że nie mogę się ruszyć.
- Puść go! Puść albo
wezwę policję! - Hugo powoli zbliża się w naszą stronę.
- To dzwoń. Ale
wiedz, że tylko pogorszysz sprawę. - cedzi przez zęby. Czuję jak przykłada coś
metalowego do mojej szyi. - Więc jak Hugo... Odpuszczasz?
- Puść go.
Wychodzimy. - odpiera Pimentel zdecydowanym głosem i podchodzi do drzwi.
Kładzie dłoń na klamkę i spogląda na nas. - Puść go.
- A 'przepraszam'
gdzie? No gdzie!? - krzyczy, dociskając nóż mocniej.
- Przepraszam. - mówi
Hugo przez zaciśnięte zęby. - Teraz go puść.
- Myślisz, że tak
łatwo odpuszczę? Samo 'przepraszam' nie wystarczy. - mówi, przeciągając ostrzem
po mojej szyi.
- Nie rób mu krzywdy,
proszę. - Hugo podchodzi do nas bliżej. - Możemy jakoś się dogadać, Raven
kochanie. - dodaje, kładąc dłoń na ramieniu Crafta.
- Teraz chcesz
naprawiać błędy z przeszłości!? Teraz!? - krzyczy, a po jego twarzy spływają
łzy. - Teraz!? - powtarza i ponownie przejeżdża ostrzem, tak, że rozcina mi
skórę, aż syczę z bólu. - A Ty czego!? Zamknij się, bo w ogóle się głowy
pozbędziesz!
- Raven, proszę. Nie
rób mu krzywdy. Przecież to twój kumpel... - Hugo pada na kolana i łapie się
nóg Ravena.
- Odpuść Pimentel. Na
nic są twoje błagania. - cedzi przez zęby i dźga mnie nożem prosto w serce.
Upadam na ziemię,
chwytając się za krwawiące miejsce.
- Coś Ty zrobił!?
Zabiłeś go! Zabiłeś! - kątem zamykającego się oka, zauważam jeszcze jak Hugo
potrząsa Ravenem.
- No coś Ty! Jeszcze
kona. Zobacz, że jeszcze nie zdechł. - kopie mnie czubkiem buta.
Nie mam już siły,
więc bez problemu przewraca mnie na plecy. Widzę jeszcze kilka urywanych scen,
m.in. Hugo z telefonem i wściekłego Ravena rzucającego meblami. Mrugam oczami
jeszcze kilka razy, nim same się zamykają. Raz na zawsze tracę kontakt z
rzeczywistością.
Ale akcja! Raven jednak jest zły... A Hugo też... Sprzedał kumpla zboczeńcowi!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na jutro 😊