wtorek, 11 września 2018

12.

*teraźniejszość*
Otwieram oczy, kilkakrotnie mrugając. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej i zauważam otaczające mnie blado-białe ściany. Spoglądam na swoje ręce i zauważam kilka siniaków na zgięciu lewej. Chwytam za materiał okrywający moje ciało i odkrywam, że to zwykła szpitalna, biała koszula nocna.
Zaraz...
Szpitalna!?
Zrywam się z łóżka, zupełnie nie czując bólu w nodze, na której nie mam już nawet gipsu. Podbiegam do okna i spostrzegam się, że są w nich kraty. Rzucam się w stronę drzwi i zaczynam walić w nie pięściami. W mgnieniu oka otwierają się, a przede mną staje lekarz w białym kitlu.
- Proszę się uspokoić, panie Picker. - chwyta mnie za dłonie i prowadzi z powrotem w stronę łóżka. Sadza mnie na nim i rozpina guziki od koszuli. Ściąga z szyi stetoskop, wkłada jedną stronę do uszu, a drugą przykłada mi do klatki piersiowej. - Proszę głęboko oddychać. - zarządza, a ja nabieram powietrze otwartymi ustami. - Dobrze, bicie serca nieco przyspieszone, ale to normalne po tym zastrzyku co dostałeś... - mówi, ponownie zawieszając stetoskop na szyi. - Pokaż mi oczy. - prosi, wyciągając z kieszeni latarkę. Jedną dłonią trzyma mnie za podbródek, drugą świeci po oczach.
- Chyba wystarczy. - oznajmiam zaciskając powieki. Drażni mnie to, co on robi.
- Nadwrażliwość na światło... Hmm... Będę musiał porozmawiać z innymi specjalistami o twoim przypadku. - stwierdza i rzuca mi ostre spojrzenie. - Wrócę później. - kieruje się do wyjścia.
- Mogę się o coś zapytać? - odzywam się, gdy trzyma już rękę na drzwiach.
Odwraca się twarzą do mnie i spogląda zaciekawiony. No tak, jakie pytania może mieć psychol.
- Oczywiście. Odpowiem, jeśli będę umiał. - odpiera i z niecierpliwością stuka palcami w futrynę.
- Jak długo tu jestem? - pytam.
- Dwa tygodnie. Zabraliśmy Cię z twojego rodzinnego domu w Torrance. Dostałeś niezły napad szału w środku nocy. - odpowiada, sprawdzając w papierach, czy aby na pewno tak było.
- Dwa tygodnie... - powtarzam i wzdycham.
Przed oczyma przelatują mi obrazy scen od mojego wyjazdu z Torrance, przez wypadek z Ashtonem, odwiedziny u Reny w areszcie, nocy u Ravena i zjawienia się Erica w moim studiu.
To wszystko nigdy nie miało miejsca.
Nigdy.
Może i opuściłem Torrance, ale nie tak jak pamiętam.
Dla pewności zadaję jeszcze dwa pytania lekarzowi:
- Co robiłem przez ten czas? Czy ktoś mnie odwiedził?
- Zupełnie nie kontaktowałeś. Gadałeś nie od rzeczy, krzyczałeś, rzucałeś się... - wymienia przez chwilę. Szukam odzwierciedlenia tego w tym co wykreowała dla mnie moja zrąbana psychika. - Odwiedziła Cię twoja dziewczyna Rena i przyjaciel Eric. Jednego razu, gdy ona była, wpadłeś w szał i nie chciałeś iść do swojego pokoju. Dotkliwie pobiłeś pielęgniarza... A gdy przyszedł Eric... Krzyczałeś, że on nie żyje i chowałeś się pod stolik. Musieliśmy dać Ci zastrzyk. Spałeś aż do teraz. - kończy swoją wypowiedź i znów odwraca się do drzwi.
- Dziękuję. - szeptam i spuszczam wzrok. - Nie wiem jak tyle ze mną wytrzymujecie... Jestem okropny... I pewnie nigdy nie wyzdrowieję... Dajcie mi następnym razem umrzeć, okay?
- Daj spokój, Robbie. - zwraca się do mnie po imieniu. - Wyzdrowiejesz. Wróciłeś do nas, to najważniejsze. Teraz już będzie tylko lepiej. Masz dla kogo wyzdrowieć i żyć. Twoja dziewczyna spodziewa się dziecka, chyba o tym wiesz, prawda? - siada obok mnie i obejmuje ramieniem.
- Wiem, ale nie wiem czy ona będzie chciała takiego psychola jak ja... - ocieram łzy spod oczu i spoglądam na niego. Dopiero teraz zauważam, że wygląda zupełnie jak mój dawny kumpel Hugo Pimentel.
- Będzie chciała. Kocha Cię jak cholera i codziennie przesiadywała przy Tobie całe dnie, z czułością gładząc twoją dłoń i twarz, głaszcząc Cię po włosach... Przyniosła Ci nawet zdjęcie USG, ale pewnie nie pamiętasz. Niedługo pewnie znów przyjdzie, to porozmawiacie. - pociesza mnie.
- Hugo... Dziękuję. - odzywam się i mocno do niego przytulam.
- Poznałeś mnie? Tyle lat, a Ty dalej pamiętasz... - uśmiecha się do mnie serdecznie.
- Nie mógłbym zapomnieć. Byłeś w tym drugim wymiarze... Moich wyobrażeniach. Sam nie wiem jak nazwać ten cały odjazd... - wyznaję.
- My to wszystko klasyfikujemy jako zaburzenia psychiczne. Twój przypadek jest akurat wyjątkowo ciężki. Ale nie trać nadziei, wszystko będzie dobrze. - mówi i wstaje. - Opowiesz mi co tam się wydarzyło na popołudniowej sesji, okay?
- Okay. - zgadzam się. - A kiedy odzyskam normalne ubrania i telefon? - pytam, na co on wybucha śmiechem.
- Niebawem, Robbie. Niebawem. Załatwię Ci to, obiecuję. - kładzie rękę na sercu, ciągle się śmiejąc.
Gdy znika za drzwiami, siadam wygodniej i zaczynam jeszcze raz oglądać swoje ręce. Nakłucia do żył zdobią całe zgięcie lewej ręki. Oprócz kilku siniaków i otarć na nogach nic więcej nie zauważam. Tatuaże są w nienaruszonym stanie, więc pewnie Hugo dobrze się tym zajął. Pimentel doskonale wie, ile one dla mnie znaczą. 

Jeszcze tego popołudnia udaję się na sesję. Siadamy z Hugo w specjalnym pokoju. Zaczynam mu opowiadać całą historię od mojego pobytu w Torrance.

1 komentarz:

  1. Ale miał wyobraźnię! Albo psychozę...
    Ciekawe jaką rolę odgrywa serio Raven...
    Pozdrawiam i czekam na next

    OdpowiedzUsuń