*teraźniejszość*
Otwieram oczy,
kilkakrotnie mrugając. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej i zauważam
otaczające mnie blado-białe ściany. Spoglądam na swoje ręce i zauważam kilka
siniaków na zgięciu lewej. Chwytam za materiał okrywający moje ciało i
odkrywam, że to zwykła szpitalna, biała koszula nocna.
Zaraz...
Szpitalna!?
Zrywam się z łóżka,
zupełnie nie czując bólu w nodze, na której nie mam już nawet gipsu. Podbiegam do
okna i spostrzegam się, że są w nich kraty. Rzucam się w stronę drzwi i
zaczynam walić w nie pięściami. W mgnieniu oka otwierają się, a przede mną
staje lekarz w białym kitlu.
- Proszę się
uspokoić, panie Picker. - chwyta mnie za dłonie i prowadzi z powrotem w stronę
łóżka. Sadza mnie na nim i rozpina guziki od koszuli. Ściąga z szyi stetoskop,
wkłada jedną stronę do uszu, a drugą przykłada mi do klatki piersiowej. -
Proszę głęboko oddychać. - zarządza, a ja nabieram powietrze otwartymi ustami.
- Dobrze, bicie serca nieco przyspieszone, ale to normalne po tym zastrzyku co
dostałeś... - mówi, ponownie zawieszając stetoskop na szyi. - Pokaż mi oczy. -
prosi, wyciągając z kieszeni latarkę. Jedną dłonią trzyma mnie za podbródek,
drugą świeci po oczach.
- Chyba wystarczy. -
oznajmiam zaciskając powieki. Drażni mnie to, co on robi.
- Nadwrażliwość na
światło... Hmm... Będę musiał porozmawiać z innymi specjalistami o twoim
przypadku. - stwierdza i rzuca mi ostre spojrzenie. - Wrócę później. - kieruje
się do wyjścia.
- Mogę się o coś
zapytać? - odzywam się, gdy trzyma już rękę na drzwiach.
Odwraca się twarzą do
mnie i spogląda zaciekawiony. No tak, jakie pytania może mieć psychol.
- Oczywiście.
Odpowiem, jeśli będę umiał. - odpiera i z niecierpliwością stuka palcami w
futrynę.
- Jak długo tu
jestem? - pytam.
- Dwa tygodnie.
Zabraliśmy Cię z twojego rodzinnego domu w Torrance. Dostałeś niezły napad
szału w środku nocy. - odpowiada, sprawdzając w papierach, czy aby na pewno tak
było.
- Dwa tygodnie... -
powtarzam i wzdycham.
Przed oczyma
przelatują mi obrazy scen od mojego wyjazdu z Torrance, przez wypadek z
Ashtonem, odwiedziny u Reny w areszcie, nocy u Ravena i zjawienia się Erica w
moim studiu.
To wszystko nigdy nie
miało miejsca.
Nigdy.
Może i opuściłem
Torrance, ale nie tak jak pamiętam.
Dla pewności zadaję
jeszcze dwa pytania lekarzowi:
- Co robiłem przez
ten czas? Czy ktoś mnie odwiedził?
- Zupełnie nie
kontaktowałeś. Gadałeś nie od rzeczy, krzyczałeś, rzucałeś się... - wymienia
przez chwilę. Szukam odzwierciedlenia tego w tym co wykreowała dla mnie moja
zrąbana psychika. - Odwiedziła Cię twoja dziewczyna Rena i przyjaciel Eric.
Jednego razu, gdy ona była, wpadłeś w szał i nie chciałeś iść do swojego
pokoju. Dotkliwie pobiłeś pielęgniarza... A gdy przyszedł Eric... Krzyczałeś,
że on nie żyje i chowałeś się pod stolik. Musieliśmy dać Ci zastrzyk. Spałeś aż
do teraz. - kończy swoją wypowiedź i znów odwraca się do drzwi.
- Dziękuję. - szeptam
i spuszczam wzrok. - Nie wiem jak tyle ze mną wytrzymujecie... Jestem
okropny... I pewnie nigdy nie wyzdrowieję... Dajcie mi następnym razem umrzeć,
okay?
- Daj spokój, Robbie.
- zwraca się do mnie po imieniu. - Wyzdrowiejesz. Wróciłeś do nas, to
najważniejsze. Teraz już będzie tylko lepiej. Masz dla kogo wyzdrowieć i żyć.
Twoja dziewczyna spodziewa się dziecka, chyba o tym wiesz, prawda? - siada obok
mnie i obejmuje ramieniem.
- Wiem, ale nie wiem
czy ona będzie chciała takiego psychola jak ja... - ocieram łzy spod oczu i
spoglądam na niego. Dopiero teraz zauważam, że wygląda zupełnie jak mój dawny
kumpel Hugo Pimentel.
- Będzie chciała.
Kocha Cię jak cholera i codziennie przesiadywała przy Tobie całe dnie, z
czułością gładząc twoją dłoń i twarz, głaszcząc Cię po włosach... Przyniosła Ci
nawet zdjęcie USG, ale pewnie nie pamiętasz. Niedługo pewnie znów przyjdzie, to
porozmawiacie. - pociesza mnie.
- Hugo... Dziękuję. -
odzywam się i mocno do niego przytulam.
- Poznałeś mnie? Tyle
lat, a Ty dalej pamiętasz... - uśmiecha się do mnie serdecznie.
- Nie mógłbym
zapomnieć. Byłeś w tym drugim wymiarze... Moich wyobrażeniach. Sam nie wiem jak
nazwać ten cały odjazd... - wyznaję.
- My to wszystko
klasyfikujemy jako zaburzenia psychiczne. Twój przypadek jest akurat wyjątkowo
ciężki. Ale nie trać nadziei, wszystko będzie dobrze. - mówi i wstaje. -
Opowiesz mi co tam się wydarzyło na popołudniowej sesji, okay?
- Okay. - zgadzam
się. - A kiedy odzyskam normalne ubrania i telefon? - pytam, na co on wybucha
śmiechem.
- Niebawem, Robbie.
Niebawem. Załatwię Ci to, obiecuję. - kładzie rękę na sercu, ciągle się
śmiejąc.
Gdy znika za
drzwiami, siadam wygodniej i zaczynam jeszcze raz oglądać swoje ręce. Nakłucia
do żył zdobią całe zgięcie lewej ręki. Oprócz kilku siniaków i otarć na nogach
nic więcej nie zauważam. Tatuaże są w nienaruszonym stanie, więc pewnie Hugo
dobrze się tym zajął. Pimentel doskonale wie, ile one dla mnie znaczą.
Jeszcze tego
popołudnia udaję się na sesję. Siadamy z Hugo w specjalnym pokoju. Zaczynam mu
opowiadać całą historię od mojego pobytu w Torrance.
Ale miał wyobraźnię! Albo psychozę...
OdpowiedzUsuńCiekawe jaką rolę odgrywa serio Raven...
Pozdrawiam i czekam na next