piątek, 31 sierpnia 2018

1.

*13 lat wcześniej*
- Robbie! - woła wściekły tata.
Wchodzę nieśmiało do pokoju i spoglądam na niego niepewnie. Panuje między nami niezręczna cisza. Widzę w jego oczach złość, okropną złość. To mnie przeraża.
- Przepraszam. - szeptam.
- Jakie przepraszam!? Ty wiesz co zrobiłeś!? - krzyczy na mnie.
- Ale... Ale to nie moja wina... Przypadkiem... Piłka uderzyła nauczyciela, bo... Bo wszedł do sali kiedy rzucałem do kolegi... - tłumaczę.
- Jasne... Wszyscy wiedzą, że go nie lubisz! Ty mały gnojku! - uderza mnie w twarz.
Skulam się na podłodze pod kanapą. Boję się go.
- I co, szczeniaku!? No co!? - sztura mnie butem.
- Co Ty wyprawiasz!? Zostaw go! - mama wpada do pokoju i podnosi mnie z ziemi. - Nic Ci nie jest, Robbie, skarbeńku? - pyta, z czułością głaszcząc mnie po głowie.
Wtulam się w nią mocniej, a pojedyncze łzy spływają mi po policzkach. Od dłuższego czasu ojciec jest agresywny wobec mamy, siostry, a zwłaszcza mnie. To straszne.

*teraźniejszość*
- O czym tak myślisz kochanie? - pyta Rena, przytulając się do moich pleców.
- O piosence. - kłamię. Myślę o tym co było. Ciągle to do mnie powraca.
- Jest cudowna, kochanie. - cmoka mnie w policzek i siada obok. - Co powiedział menager? Widziałam, że był bardzo zły.
- Powiedział? On na mnie nakrzyczał. Nie pochwala tego co robię. - odpieram i biorę do buzi kęs wegańskiej bułki z wege dżemem.
- Głupi. - wzdycha Re i zjada trochę swojej sałatki. - I sobie pomyśleć, że tacy ludzie mają kierować naszym życiem... Bezsens. - kontynuuje, wymachując widelcem. - Wiesz... Może rzeczywiście bez nich kariera się nie rozkręca lub bardzo powoli, ale skoro ja już jestem na szczycie... Wyswobodźmy się spod tego całego meganamentu. - proponuje.
- To... Całkiem niezły pomysł, Re. - uśmiecham się do niej. - Będziemy nagrywać co chcemy, z kim chcemy i będziemy już zawsze decydować o sobie. - gestykuluję. - A pierwsze co zrobimy jak tylko opuścisz Modest to weźmiemy ślub.
- Może... - mruga do mnie okiem i splata swoje palce z moimi. - Wiesz, że bardzo Cię kocham?
- A Ty wiesz, że ja Ciebie? - całuję ją namiętnie w usta.
Może i jesteśmy różni, a początki nie były łatwe to bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej.
- Widziałam dzisiaj twoją siostrę... - zaczyna Re. - Była na mieście z mamą i babcią. Pogadałyśmy chwilę. Babcia bardzo chce byś ich odwiedził. Stęskniła się za swoim wnuczkiem...
- Ja za babcią też... Ale nie wiem czy to dobry pomysł, abym ich odwiedził... - odwracam wzrok.
- Wiem, że nie jest Ci łatwo, ale chociaż spróbuj. - gładzi mnie po ramieniu. - Jesteś wspaniały, silny i kochany, pamiętaj o tym.
- Dzięki Re. Gdyby nie Ty, to ja już nie wiem co by było. - wstaję od stołu i podchodzę do niej, aby zamknąć ją w mocnym, długim uścisku.

- Nie, nie, nie... Tylko nie bij...
- Robbie, spokojnie... - czuły głos Re wybudza mnie ze snu.
- Co...? Co się stało? - pytam zdezorientowany.
- Śniło Ci się coś złego. Mamrotałeś coś i strasznie się kręciłeś. - wyjaśnia, delikatnie głaszcząc mnie po ramieniu.
- Znowu to wraca. Cholera. - podnoszę się do pozycji siedzącej.
- Będzie dobrze, kochanie. - Re przytula się do moich pleców. - Razem damy ze wszystkim radę. - cmoka mnie w polik.
- Masz rację, słońce. - uśmiecham się do niej. - Kocham Cię i dziękuję, że jesteś. - kładę się z powrotem i obejmuję ją ramieniem. - Dobranoc. - całuję ją i wtulam w nią głowę. 
Mam tylko nadzieję, że reszta nocy minie całkiem spokojnie.

1 komentarz:

  1. Biedny Robbie... Kogoś mi ta scena przypomina - kogoś z kim rozmawiałam wczoraj...
    Pozdrawiam serdecznie i czekam co dalej

    OdpowiedzUsuń