*5 lat temu*
- Mam tego dość!
Wyprowadzam się! - trzaskam drzwiami.
Dopadam do szafy,
wyciągam spod niej walizkę, do której zaczynam wrzucać wszystkie swoje rzeczy.
Nie wytrzymuję już tego. Od dobrych kilku lat muszę znosić wszystkie napady
agresji ojca, który tłumaczy się chorobą psychiczną. Gdyby rzeczywiście tak
było to by się leczył, a nie! Obojętnie co się stanie, zawsze to moja wina.
Stephanie dostanie złą ocenę w szkole - wina Robbiego, bo... Mama przypali
obiad - wina Robbiego, bo... Po prostu to wszystko mnie przerasta. Ile młodych
ludzi w moim wieku ma aż tak źle w życiu? Chyba niewiele, bo nikt nie rozumie.
- Robbie? -
zaskoczony Eric otwiera mi drzwi. - Co tu robisz? Z walizką?
- Nie daję już rady,
Czeski. - wpycham się mu do domu. - Mogę tu zostać na trochę? Muszę zarobić,
żeby mieć możliwość wyprowadzki. - proszę.
- Wiesz, Robbie...
Jesteś moim przyjacielem... - przeciąga. - ...I jeszcze się pytasz? Pewnie, że
możesz zostać. - obejmuje mnie ramieniem. - Ile potrzebujesz... I niczym się
nie martw, kumplu.
- Dzięki. - uśmiecham
się lekko.
*teraźniejszość*
Re poszła do pracy,
więc ja szykuję coś wegańskiego na obiad.
- Cześć Robbie! -
Czeski wpada do mojego mieszkania.
- O hej Eric. - uśmiecham
się do niego i wrzucam pokrojone pomidory do miski na sałatkę.
- Jak się trzymasz? -
pyta, siadając przy stole.
- Dobrze. Chyba w
końcu wszystko zaczyna się układać. - odpieram i zaczynam kroić ogórka, gdy
nagle przez przypadek ostrze noża przecina mi palec. - Chyba. - powtarzam i
opłukuję dłoń pod strumieniem zimnej wody.
- Właśnie widzę. Coś
zamyślony jesteś... Co się stało? - dopytuje, wyciągając z szuflady apteczkę.
- Znów to wraca. Nie
mogę spać. - wyjaśniam i biorę od niego plaster. Zaklejam ranę i wracam do
krojenia składników na ulubioną sałatkę Reny.
- Naprawdę? To
okropne... Dobrze, że masz Re przy sobie, to jakoś to jest. - wzdycha. - A
teraz tak zmieniając temat, jak tam z Re?
- Dobrze. Planujemy
wziąć ślub. Kończy się jej umowa z Modestem to w końcu będziemy mogli to
zrobić. Bardzo ją kocham i chcę aby była ze mną już na zawsze. - odpieram. - I
coś Ci zaraz pokażę. - wycieram ręce o ręcznik leżący na blacie i idę na chwilę
do sypialni.
Wyciągam z szuflady
szafki nocnej małe czarne zamszowe pudełeczko i wracam do Czeskiego.
- Teraz szczerze.
Myślisz, że się jej spodoba? - pytam, pokazując mu złoty pierścionek z
diamentem.
- Wiesz... Nie chcę
Cię martwić, ale wiesz jaka Re jest bogata... Może pogardzić takim tanim. -
oznajmia z powagą.
Spoglądam jeszcze raz
na pierścionek i zamykam pudełko. Może i ma rację.
W każdym razie to
zabolało. Długo na niego zbierałem, bo dopiero zaczynam pracę w wytwórni.
Jeszcze nie zdążyłem nic wydać, a wszyscy oczekują od mnie niewiadomo czego.
Siadam smutny na miejsce po drugiej stronie stołu i spoglądam na Erica.
- Sorry Robbie. Nie
chciałem Cię smucić, ale uświadomić. - rzuca po chwili ciszy. - Chociaż, Rena
taka nie jest. - dodaje szybko. - Jeśli naprawdę Cię kocha to zgodzi się nawet
jeśli oświadczysz się bez pierścionka.
- Mam nadzieję. -
odburkuję i chowam szybko pudełko do kieszeni, bo słyszę dźwięk otwieranych
drzwi.
- Już jestem,
kochanie! - woła Re od wejścia. Chwilę potem jest już w kuchni. - Tęskniłam...
- czule całuje mnie w usta. - O, cześć Eric. - uśmiecha się do chłopaka i siada
do mnie na kolana, przytulając się mocno.
- To o czym
rozmawialiście?
Mój ulubiony Czeski! 😊 To najfajniejszy gość na świecie - tak mi się przynajmniej wydaje po rozdziale i zwiastunie. Zawsze mówi co myśli.
OdpowiedzUsuńBuziaki i do jutra