*teraźniejszość*
Otwieram oczy i
pierwsze co widzę to zatroskana twarz Reny.
- Obudził się! Panie
doktorze, Robbie się obudził! - woła, a po chwili do sali wchodzi wysoki,
starszy mężczyzna w okularach.
- Pani Reno, mówiłem
pani, żeby pani tak nie hałasowała. - karci ją i podchodzi bliżej do mnie. -
Może być nadwrażliwy na dźwięki. W końcu miał poważny uraz głowy i był
nieprzytomny przez dwa tygodnie.
- Już przepraszam. -
robi smutną minkę i odsuwa się na bok.
Lekarz przeprowadza
ze mną krótki wywiad, ogląda urazy i wykonuje ogólne badania m.in. osłuchuje
płuca i zagląda z latarką w oczy, po czym notuje coś w swoim notesie.
- Panie Picker,
powiem tak. To, że się pan obudził oznacza, że mózg nie został uszkodzony.
Oczywiście mogą pojawiać się później bóle czy zawroty głowy, ale wszystko
będzie dobrze. Wyzdrowieje pan i będzie mógł wrócić do narzeczonej. - oznajmia.
- Dziękuję. - szeptam
i spoglądam na Renę. Ten pięciomiesięczny brzuszek tylko dodaje jej uroku.
- Ja też dziękuję,
doktorze. - Re uśmiecha się do niego i podchodzi bliżej mnie. - Mogę z nim
zostać sama? Chcę z nim porozmawiać.
- Tak, oczywiście.
Ale proszę go nie przemęczać. - zgadza się i wychodzi.
Zostajemy tylko we
dwoje. Ukochana siada na krześle na moim łóżku i chwyta za rękę.
- Jesteś jeszcze
tr0chę połamany, ale będzie dobrze. Za kilka tygodni zdejmą Ci gips, zaczniesz
rehabilitację, a potem będziesz mógł zatańczyć na naszym weselu. - nadaje jak
katarynka.
- Spokojnie, Re. Wiem
to wszystko. - przerywam jej. - Lepiej powiedz mi co z naszym dzieckiem? I jak
Ty się czujesz?
- Jest w porządku.
Nia i mama bardzo mi ostatnio pomagają. - odpiera. - A nasz maluszek już za cztery
miesiące będzie z nami. Chociaż…. Chyba powinnam powiedzieć, nasze maleństwa
będą z nami. To bliźniaki, Robbie! - oznajmia z uśmiechem.
- Naprawdę? To…
Wspaniała wiadomość! - próbuję ją przytulić, ale ze względu na gips nie mogę.
- Ale obiecaj, że nie
będziesz więcej udawał trupa i nie będziesz wracał do tematu przeszłości, okay?
- patrzy mi głęboko w oczy.
- Ja? Udawać trupa?
Co Ci strzeliło do głowy? - jestem zaskoczony.
- No… Myślałeś, że
jesteś trupem przez ostatni czas przed tym jak znalazłeś się tu po nieudanej
próbie samobójczej poprzez powieszenie się na papierze toaletowym. - odpowiada.
Zupełnie tego nie pamiętam. W mojej głowie ostatnim wspomnieniem jest jak Raven
zaatakował mnie podczas naszego spotkania w ramach mojej terapii.
- Nie pamiętam tego.
- przyznaję. - Ale obiecuję, że nie będę. - dodaję z uśmiechem.
Rena uśmiecha się,
tak szczerze, jak nigdy wcześniej, i nachyla nade mną. Złącza nasze usta w
długim i czułym pocałunku.
Teraz jestem już
pewien, że wszystko będzie dobrze.
Dwa tygodnie później,
już po zdjęciu gipsu wracam do domu i rozpoczynam rehabilitację. Minie trochę
czasu nim całkiem wrócę do siebie, ale to nie jest istotne. Najważniejsza jest
teraz Rena i nasze dziecko. Zaplanowaliśmy ślub ze skromnym weselem ma przyszły
rok, bez zbędnego stresu i pośpiechu.
Mijają kolejne dni i
tygodnie, a mój stan się poprawia. Każdy poranek wygląda podobnie. Re ciągle
pilnuje rozkładu dnia.
- Jak się dziś
czujesz, kochanie? - pyta Rena, gdy tylko otwieram oczy, pochylając się nade
mną z delikatnym uśmiechem. Całkiem spory, ośmiomiesięczny brzuszek wcale jej
tego nie ułatwia, ale i tak dodaje jej uroku.
- Jest okay. Chodź
się przytul. - unoszę ramię do góry, a Re wtula się we mnie. Obejmuję ją i
całuję w policzek. - Kocham Cię. - szeptam jej do ucha.
- Ja Ciebie też
kocham, Robbie. - odpiera i muska wargami moje usta. Leżymy tak przez chwilę w
ciszy, wsłuchując się w nasze bicia serc. - Dobra, koniec tego dobrego. Czas
wstawać. Zjedz śniadanie, bo muszę zawieźć Cię na rehabilitację, a potem
jedziemy do studia. Menager chce z Tobą porozmawiać. - przerywa ciszę i podnosi
się.
Niechętnie robię to
samo i siadam na brzegu łóżka. Ukochana podaje mi kule, abym mógł sam iść, ale
nie biorę ich od niej. Czuję, że poradzę sobie bez nich. W końcu minęło już
tyle czasu. Powoli wstaję, początkowo nie umiejąc utrzymać równowagi, więc
łapię się szafki nocnej. Po chwili staję się pewniejszy i wykonuję dwa kroki w
przód.
- Patrz, Re! Udało mi
się! Udało! - wołam do niej, a łzy szczęścia spływają mi po policzkach. - Udało
się! - powtarzam i robię jeszcze kilka kroków w jej stronę.
- Robbie! To
cuuuudowne! - rzuca się mi w ramiona i zaczyna obcałowywać.
Obejmuję ją mocno.
Już dawno nie byłem taki szczęśliwy.
Wreszcie Robbie trochę się ogarnia...
OdpowiedzUsuńChyba zbliżamy się do końca.
Buziaki 😘