niedziela, 16 września 2018

17.

*teraźniejszość*
Otwieram oczy i pierwsze co widzę to zatroskana twarz Reny.
- Obudził się! Panie doktorze, Robbie się obudził! - woła, a po chwili do sali wchodzi wysoki, starszy mężczyzna w okularach.
- Pani Reno, mówiłem pani, żeby pani tak nie hałasowała. - karci ją i podchodzi bliżej do mnie. - Może być nadwrażliwy na dźwięki. W końcu miał poważny uraz głowy i był nieprzytomny przez dwa tygodnie.
- Już przepraszam. - robi smutną minkę i odsuwa się na bok.
Lekarz przeprowadza ze mną krótki wywiad, ogląda urazy i wykonuje ogólne badania m.in. osłuchuje płuca i zagląda z latarką w oczy, po czym notuje coś w swoim notesie.
- Panie Picker, powiem tak. To, że się pan obudził oznacza, że mózg nie został uszkodzony. Oczywiście mogą pojawiać się później bóle czy zawroty głowy, ale wszystko będzie dobrze. Wyzdrowieje pan i będzie mógł wrócić do narzeczonej. - oznajmia.
- Dziękuję. - szeptam i spoglądam na Renę. Ten pięciomiesięczny brzuszek tylko dodaje jej uroku.
- Ja też dziękuję, doktorze. - Re uśmiecha się do niego i podchodzi bliżej mnie. - Mogę z nim zostać sama? Chcę z nim porozmawiać.
- Tak, oczywiście. Ale proszę go nie przemęczać. - zgadza się i wychodzi.
Zostajemy tylko we dwoje. Ukochana siada na krześle na moim łóżku i chwyta za rękę.
- Jesteś jeszcze tr0chę połamany, ale będzie dobrze. Za kilka tygodni zdejmą Ci gips, zaczniesz rehabilitację, a potem będziesz mógł zatańczyć na naszym weselu. - nadaje jak katarynka.
- Spokojnie, Re. Wiem to wszystko. - przerywam jej. - Lepiej powiedz mi co z naszym dzieckiem? I jak Ty się czujesz?
- Jest w porządku. Nia i mama bardzo mi ostatnio pomagają. - odpiera. - A nasz maluszek już za cztery miesiące będzie z nami. Chociaż…. Chyba powinnam powiedzieć, nasze maleństwa będą z nami. To bliźniaki, Robbie! - oznajmia z uśmiechem.
- Naprawdę? To… Wspaniała wiadomość! - próbuję ją przytulić, ale ze względu na gips nie mogę.
- Ale obiecaj, że nie będziesz więcej udawał trupa i nie będziesz wracał do tematu przeszłości, okay? - patrzy mi głęboko w oczy.
- Ja? Udawać trupa? Co Ci strzeliło do głowy? - jestem zaskoczony.
- No… Myślałeś, że jesteś trupem przez ostatni czas przed tym jak znalazłeś się tu po nieudanej próbie samobójczej poprzez powieszenie się na papierze toaletowym. - odpowiada. Zupełnie tego nie pamiętam. W mojej głowie ostatnim wspomnieniem jest jak Raven zaatakował mnie podczas naszego spotkania w ramach mojej terapii.
- Nie pamiętam tego. - przyznaję. - Ale obiecuję, że nie będę. - dodaję z uśmiechem.
Rena uśmiecha się, tak szczerze, jak nigdy wcześniej, i nachyla nade mną. Złącza nasze usta w długim i czułym pocałunku.
Teraz jestem już pewien, że wszystko będzie dobrze.

Dwa tygodnie później, już po zdjęciu gipsu wracam do domu i rozpoczynam rehabilitację. Minie trochę czasu nim całkiem wrócę do siebie, ale to nie jest istotne. Najważniejsza jest teraz Rena i nasze dziecko. Zaplanowaliśmy ślub ze skromnym weselem ma przyszły rok, bez zbędnego stresu i pośpiechu.

Mijają kolejne dni i tygodnie, a mój stan się poprawia. Każdy poranek wygląda podobnie. Re ciągle pilnuje rozkładu dnia.
- Jak się dziś czujesz, kochanie? - pyta Rena, gdy tylko otwieram oczy, pochylając się nade mną z delikatnym uśmiechem. Całkiem spory, ośmiomiesięczny brzuszek wcale jej tego nie ułatwia, ale i tak dodaje jej uroku.
- Jest okay. Chodź się przytul. - unoszę ramię do góry, a Re wtula się we mnie. Obejmuję ją i całuję w policzek. - Kocham Cię. - szeptam jej do ucha.
- Ja Ciebie też kocham, Robbie. - odpiera i muska wargami moje usta. Leżymy tak przez chwilę w ciszy, wsłuchując się w nasze bicia serc. - Dobra, koniec tego dobrego. Czas wstawać. Zjedz śniadanie, bo muszę zawieźć Cię na rehabilitację, a potem jedziemy do studia. Menager chce z Tobą porozmawiać. - przerywa ciszę i podnosi się.
Niechętnie robię to samo i siadam na brzegu łóżka. Ukochana podaje mi kule, abym mógł sam iść, ale nie biorę ich od niej. Czuję, że poradzę sobie bez nich. W końcu minęło już tyle czasu. Powoli wstaję, początkowo nie umiejąc utrzymać równowagi, więc łapię się szafki nocnej. Po chwili staję się pewniejszy i wykonuję dwa kroki w przód.
- Patrz, Re! Udało mi się! Udało! - wołam do niej, a łzy szczęścia spływają mi po policzkach. - Udało się! - powtarzam i robię jeszcze kilka kroków w jej stronę.
- Robbie! To cuuuudowne! - rzuca się mi w ramiona i zaczyna obcałowywać. 
Obejmuję ją mocno. Już dawno nie byłem taki szczęśliwy.

1 komentarz:

  1. Wreszcie Robbie trochę się ogarnia...
    Chyba zbliżamy się do końca.
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń